Marzeniem Kamilki była wizyta w ZOO. Dość długo czekaliśmy na możliwość spełnienia tego marzenia, bo Kamilka musiała zakończyć cykl chemioterapii i uzyskać wyniki umożliwiające jej taką wycieczkę. Wreszcie nadszedł upragniony dzień. Mimo zmęczenia długim pobytem w szpitalu, upałem oraz słabymi wynikami, nic nie było w stanie powstrzymać entuzjazmu naszej marzycielki. Od samego rana przygotowywała się do wyjścia ze szpitala. Kiedy po nią przyjechałam, była gotowa, ubrana, spakowana i nawet zjadła śniadanie, co ostatnio nie zdarzało się często. Tato Kamilki odebrał wypis ze szpitala, dołączyła do nas jeszcze ukochana kuzynka Kamilki - Małgosia i wyruszyliśmy w drogę. Na trasie czekała już na nas Hania, która miała specjalne zadanie. Jako biolog, miała być naszym przewodnikiem.

Przy wejściu do Nowego ZOO w Poznaniu oczekiwał na nas sam pan dyrektor, który porwał Kamilkę do swojego meleksa i wyruszyli w objazd miejsc najciekawszych i tych niedostępnych dla "przeciętnych". Tylko Małgosia /na prośbę naszej marzycielki/ załapała się do tego specjalnego pojazdu. Nam /tacie, Hani i mi/ przyszło udać się ich śladami pieszo. Kiedy spotkaliśmy się po raz pierwszy, oczy Kamilki były już zupełnie inne. Nie było w nich wspomnień ze szpitala, niepokoju o dalsze leczenie, zmęczenia. Był natomiast błysk radości, zaciekawienia i niecierpliwości, co zobaczy i dotknie jeszcze. Kamilka zachwycała się każdym zwierzakiem osobno. Nie ważne czy to był tygrys, czy mała myszka. Dla niej wszystko było wspaniałe. /Było mi bardzo trudno podzielać jej entuzjazm!/. Dobrze, że była z nami Hania i Małgosia, bo one radziły sobie z tymi "uroczymi gadami" znacznie lepiej. Nawet potrafiły się zachwycać razem z Kamilką!

W przerwie zwiedzania były lody, picie, niespodzianki, upominki, oraz.... paskudna osa, która użądliła Kamilkę w samo ucho. Rozpacz była straszna. Natychmiast udałyśmy się do szpitala, gdzie po udzieleniu pomocy, nasza marzycielka natychmiast chciała jechać do następnych "stworków". Cóż było zrobić? Dobrze, że chociaż ona miała jeszcze siły!

Zachęceni jej entuzjazmem udaliśmy się do Starego ZOO. Tam zachwycaliśmy się od nowa każdym zwierzaczkiem, małym i dużym. nawet śliczny kucyk - Kasia, przyjaźnie schylił kark, żeby przewieźć radosną Kamilkę. Koniec wyprawy był szokiem dla wszystkich. Naszą marzycielkę osobiście przyszedł pożegnać wielki wąż! Kiedy zobaczyłam szczęśliwe oczka Kamilki, na której ramionach wił się ten GAD, byłam pewna, że spełniło się jej marzenie /choć wąż był naprawdę okropny!!!/. Myślałam, że teraz już naprawdę nadszedł czas, żeby skończyć tę wyprawę, bo ileż wrażeń i czasu na nogach w pełnym upale można zafundować tak chorej dziewczynce, po tak wyczerpującym pobycie w szpitalu? Okazało się, że bardzo wiele. Nadszedł czas na małe "co nieco", a po drodze do domu jeszcze dobre lody. W aucie również nie było czasu na odpoczynek, bo przecież trzeba było oglądać swoje nowe skarby, zakupione w ZOO.

To była wyczerpująca wyprawa, ale pełna wrażeń i radości. To było spełnienie marzenia Kamilki!

Relację spisała Ewa Stolarska (nadal nie-wielbicielka gadów i myszek)

Od Fundacji:
Dziękujemy serdecznie Dyrektorowi ds hodowlanych Poznańskiego Ogrodu Zoologicznego, panu Sławomirowi Ratajszczakowi, za pomoc w spełnieniu tego marzenia.