Emocje już troszkę opadły, więc mogę na spokojnie zrelacjonować Państwu ten przepiękny, niespełna tydzień, który spędziliśmy z naszym Marzycielem Piotrusiem, jego Mamą, bratem bliźniakiem oraz księdzem Marcinem Boryniem we Włoszech, w Rzymie.

Jak doskonale wiecie marzenie Piotrka poznaliśmy prawie trzy lata temu, kiedy to chłopiec wyznał wolontariuszom fundacji, że najbardziej na świecie pragnie spotkać się z Głową Kościoła – papieżem Franciszkiem. Był bardzo zdecydowany i przekonany, że to właśnie jego największe pragnienie. Niestety pandemia utrudniła nam dość mocno możliwość realizacji tego marzenia wcześniej i dlatego chłopiec musiał uzbroić się w cierpliwość. Ta jednak została wynagrodzona i w poniedziałkowe, sierpniowe popołudnie ruszyliśmy w podróż do Włoch. Była to pierwsza podróż samolotem naszego Marzyciela i już to przysporzyło Piotrowi nie lada emocji. Nastolatek zachwycony był widokami, które mogliśmy podziwiać przez okienka samolotu. Gdy dotarliśmy już na miejsce – późnym wieczorem - znów było widać zachwyt w jego oczach, ale już najbardziej szczęśliwy tego wieczoru był w momencie gdy ksiądz Marcin dziarsko ruszył z hotelu w stronę placu Świętego Piotra. Piotr był zachwycony, że ma zaledwie pięć minut drogi do tego niezwykłego, wymarzonego miejsca i że może przyjść tutaj o każdej porze.

Najpiękniejsza jednak była dla nas jego reakcja gdy już po raz pierwszy ujrzał bazylikę. Najpierw uznał, że żartujemy i że to niemożliwe by do Stolicy Piotrowej było tak blisko. Gdy już zrozumiał, iż nie jest to żart zamarł, przyłożył dłonie do ust oraz napawając się widokiem, kontemplował. Nikt nie odważył się, by mu przeszkadzać. Zachwycaliśmy się jednak faktem, iż gdzieś w pobliżu bardzo głośno śpiewana jest ulubiona Pieśń Jana Pawła II – Barka. W języku polskim. Takim klimatem przywitał nas Watykan, a my przekonani byliśmy, że los właśnie tak chciał, że wszystko sprzyjało nam abyśmy byli tutaj… właśnie teraz. Podkreślić należy, że w pozostałe dni nie usłyszeliśmy już Barki po polsku, co jeszcze utwierdziło nas w przekonaniu, że marzenia mają ogromną moc, i że jeśli marzenie płynie prosto z serca to ziemia i niebo pragną aby zostało ono urzeczywistnione.

Następnego dnia zwiedzaliśmy Bazylikę od środka. Tutaj również byliśmy świadkami ogromnych emocji Piotrka przede wszystkim w momencie, gdy zobaczył on grób papieża Polaka – Jana Pawła II. Od razu upadł na kolana i wznosząc oczy ku niebu modlił się żarliwie. Być może dziękował za to, że się tu znalazł? Być może modlił się o zdrowie dla swoich przyjaciół, którzy toczą ciężką walkę o zdrowie? W końcu gdy go poznaliśmy mówił, że to właśnie chce uczynić. Uznaliśmy jednak, że to co miał wtedy w sercu niech pozostanie między nim, a świętym Janem Pawłem II, do którego kierował swoją modlitwę. Zwiedzając, Piotr zadawał ogrom pytań naszemu przewodnikowi – księdzu Marcinowi. Pragnął wiedzieć wszystko i o wszystko pytał. Chłonął wiedzę, którą duchowny chętnie i cierpliwie mu przekazywał. Oczywiście tego dnia sporo zwiedzaliśmy i jedliśmy pyszne, włoskie dania. Do hotelu trzeba było jednak wrócić odpowiednio wcześnie, aby następnego dnia wstać wypoczętym na audiencję, podczas której spełni się to, czego nasz Marzyciel pragnął najbardziej.

W środę, czyli w ten wielki dla Piotra dzień daliśmy mu jeszcze troszkę pospać, a we trójkę (jego brat – Paweł, ks. Marcin i ja) wstaliśmy bardzo wcześnie, bo o godz. 5:30 i wybraliśmy się pod Aulę Św. Pawła, gdzie odbyć się miała audiencja. Zdecydowaliśmy się na tak wczesną pobudkę, aby zapewnić Piotrkowi miejsce jak najbliżej. Nie byliśmy przekonani co do tego czy papież do niego podejdzie, ale chcieliśmy, aby chociaż widział go z jak najbliższej odległości. Po drodze spotykaliśmy polskich pielgrzymów, wszyscy byli urzeczeni powodem naszej podróży i zostawiali nas z ciepłym słowem i życzeniami. Na placu „ratowaliśmy się” kawą, ponieważ czekanie było dość długie, ale dzięki temu gdy Piotruś przyszedł mógł usiąść całkiem blisko. Zajęliśmy miejsca w trzecim rzędzie! Dla mnie to już było bardzo dużo! Jednak dzięki polskiej siostrze posługującej w Watykanie cała rodzina przeniosła się do jeszcze innego sektora, w którym bardziej prawdopodobne było, iż papież podejdzie i pobłogosławi osoby tam zgromadzone.

Podczas audiencji papież Franciszek mówił o hipokryzji oraz prawdzie, powołując się na List do Galatów. Obrazował nam postać św. Pawła, który miał wiele wad, ale był uczciwy. Przedstawiał także obraz ludzi, którzy udają zamiast być sobą co właśnie nazwać można obłudą/hipokryzją.

Po wygłoszeniu owych słów papież Franciszek zszedł do zgromadzonych ludzi, aby udzielić choć części indywidualnego błogosławieństwa. Nie wiem co wtedy myślał i czuł Piotrek, ale ja modliłam się o jedno: aby papież podszedł właśnie do niego. Po udzieleniu błogosławieństwa w sektorze dla osób niepełnosprawnych podszedł do grupy ludzi, w której był nasz Marzyciel razem ze swoją Mamą i bratem. Niezmiernie się cieszyłam, gdy ujrzałam, że stoi, a może nawet rozmawia z nimi dłuższą chwilę. Poczułam, że stanęliśmy na wysokości zadania, co oczywiście nie udałoby się bez księdza Marcina i wspomnianej siostry zakonnej. Potem okazało się, że papież nie tylko podszedł i pobłogosławił, ale przede wszystkim pozwolił niezmiernie uradowanemu chłopcu przytulić się i sam odpowiedział objęciem Piotrusia. Gdy otrzymałam filmik i zobaczyłam jak to wyglądało byłam niezmiernie wzruszona (szczerze mówiąc nadal jestem). Łez nie kryła również mama naszego Marzyciela, a także osoby, które były świadkami tej niezwykłej sytuacji. Cała rodzina otrzymała od Papieża różańce, którymi Piotrek cieszył się do końca wyjazdu i zapewne cieszy się nadal. Jestem pewna, że każdego dnia będą mu one przypominać o tym niezwykłym dniu. Nawet księdzu i mnie udało się uzyskać papieskie błogosławieństwo i dotknąć jego dłoni.

Rozemocjonowany Piotr do końca wyjazdu wspominał audiencję i chwilę, podczas której mógł przytulić się do Głowy Kościoła. Wyznał, że nie zapomni tego momentu do końca życia.

Reszta wyjazdu upłynęła nam na zwiedzaniu rzymskich, pięknych zakątków, tj.: Schodów Hiszpańskich, Koloseum czy Fontanny di Trevi. Opalaliśmy się także nad włoskim morzem.

Ostatniego wieczoru przed powrotem do Polski dopełniliśmy dzieła poprzez zaśpiewanie na placu Św. Piotra hymnu Światowych Dni Młodzieży z 2016 roku oraz Barki. W końcu Barką zostaliśmy przez Watykan przywitani więc teraz my Barką Watykan pożegnaliśmy.