Wtorkowy poranek 9 października był dla Franka inny niż większość dotychczasowych. Mama obudziła go dość wcześnie i zarządziła szybki wyjazd do babci. Gdyby nie to, że bohater dnia ma tylko 4 latka, zapewne wydałoby mu się takie zachowane podejrzanym. Ale 4-letnie szkraby na szczęście z ufnością podchodzą do „dziwactw” dorosłych i mały Marzyciel już przez 8 rano wsiadł do samochodu i pomknął grać z babcią w „chińczyka”.

W tym czasie pod dom Frania podjechał duży samochód, z którego zaczęto wyładowywanie desek, płyt dachowych, gontów, śrub, wkrętów, belek i wielu innych narzędzi. Dwaj panowie w asyście taty Marzyciela przystąpili do składania „bazy” z huśtawką. Praca nie była łatwa, ponieważ nie był to zwykły domek, jakie kupuje się w sklepach z wyposażeniem domu i ogrodu. Ten domek został zaprojektowany specjalnie dla Frania i wykonany z wysokiej jakości materiałów przez pana Sebastiana z firmy Drewpack z Trzciela, którego poruszyła historia małego Marzyciela zmagającego się z poważną chorobą.

Po 6 godzinach pracy dzieło było gotowe, w ogrodzie pojawiła się nowa budowla, a wolontariuszki FMM, które w międzyczasie dotarły na miejsce mogły przygotować wnętrze do odbioru przez Frania. W domku pojawiła się puffa do odpoczywania, kręgle, klocki, zabawki, puzzle i gry oraz mnóstwo lizaków.

Gdy przygotowania dobiegły końca tata zadzwonił po mamę i Frania.

Pomimo swych zaledwie 4 latek Franek już po dojechaniu pod dom wiedział, że to duże auto z reklamą placów zabaw nie stoi w bramie przypadkowo. Dziarsko wkroczył na podwórko i gdy zobaczył przygotowaną dla niego „bazę” jego głośnym „ŁAŁ” nie było końca. Z wprawą godną gospodarza obiektu obejrzał wszystkie kąty w swoim nowym królestwie, zasiadł na huśtawce, ale ostatecznie największy entuzjazm wzbudziły w nim zamontowane jak na pirackim statku: koło sterowe, peryskop i flaga. Następnie zasiadł z wolontariuszkami na swej małej werandzie i zarządził układanie puzzli z Zygzakiem.

W tym czasie mama Marzyciela zaplanowała picie herbaty i jedzenie ciasta. Nie było tego jednak w planach Franka, który nie pozwolił ani na chwilę usiąść rodzicom, podchodząc do nich co chwila i mówiąc: „Tatusiu, tatusiu, chodź się pobawić za mną do mojego nowego domku…” Tatuś nie mógł odmówić tak pięknym prośbom, a mama powiedziała nam w sekrecie, że ten plac i sprzyjająca pogoda to dla chłopca naprawdę fantastyczne oderwanie od dni spędzonych w szpitalu wśród gier i bajek, które są nieodłącznym towarzyszem dzieci z obniżoną odpornością, walczących z ciężkimi chorobami.

UPDATE: po tygodniu od montażu domku dostałyśmy od mamy Marzyciela informację, że „baza” zamieniła się chwilowo w sklep wielobranżowy, w którym Franek sprzedaje rodzicom warzywa, mydło, karmę dla kotów i wszystko to, co uda mu się wynieść z domu – będzie z niego Rockefeller!!! :)

 

Serdecznie dziękujemy firmie Coccodrillo za przekazanie pieniędzy na spełnienie marzenia Frania oraz panu Sebastianowi Szułcikowi z firmy Drewpack za zaprojektowanie i pomoc w montażu „bazy”.