W maju tego roku do moich drzwi zapukała fundacja. Od razu powiedzieli, że ich zadaniem jest spełnienie jednego, największego marzenia, osoby chorej.
Jakie było moje? Koncert 4 chłopaków, których uważam za najważniejszych w moim życiu, zespołu 5 Seconds of Summer. Pod koniec wakacji dostałam informację, że jedziemy! I to do Belgii! Woah! Nie dość, że koncert, to jeszcze mój pierwszy wyjazd za granicę. Coś niesamowitego...


Więc odliczałam od 65 w dół, coraz bardziej zbliżając się do 4 listopada. To miał być tylko koncert, nic więcej. Jednak gdy moje odliczanie zatrzymało się na 10 dniu odezwał się telefon. Wolontariusze powiedzieli, że zorganizowali również z nimi spotkanie! Twarzą w twarz! Niesamowite.

Z początku myślałam, że śnię. Sama podróż do Belgii była długa, bo około 12h autem. Ale daliśmy radę i sobotę wieczorem byliśmy już w hotelu. Stres dopadł mnie w niedziele rano, cały czas się trzęsłam, a moi wolontariusze mówili tylko "To twój dzień, zapamiętasz to na długo".

Około 12 podeszliśmy pod arenę, tam spotkałam dwie Polki, które też przyjechały na koncert! Godzinę przed koncertem czekała na nas menadżerka zespołu, niesamowicie miła kobieta, która próbowała mnie uspokajać naprawdę różnymi słowami. Weszliśmy przez bramki i dostaliśmy plakietki vip. Zaraz potem szliśmy razem z innymi osobami na soundcheck i tam po raz pierwszy w życiu zobaczyłam 5 Seconds of Summer na żywo!!! Ale najlepsze dopiero było przede mną. Sam soundcheck minął szybko i chłopcy byli naprawdę w dobrych humorach. Po skończonym soundchecku mieliśmy poczekać aż wszyscy wyjdą i Alice (menadżerka) zaprowadziła nas do innego pomieszczenia. Wtedy już mój stres i panika wzrosły do takich granic, że nie umiałam iść. Ręce całe się trzęsły, nogi sie uginały, przed oczami miałam powoli mroczki. Halo w końcu spotykam TYCH 5 Seconds of Summer i to na osobności!!! Przez całą drogę przez kręte korytarze powtarzałam tylko "nie, nie, nie, to nie może być prawda", a wolontariusze mówili tylko, że mam być spokojna bo to jeszcze nie koniec! Zaprowadzili mnie do pokoju, z którego było widać garderobę chłopaków. Minęły sekundy, a do pokoju weszli ONI. 5 Seconds of Summer we własnej osobie; wyjęci jak ze zdjęcia. Chłopcy byli naprawdę bardzo, bardzo sympatyczni. Zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcie.

Po skończonej rozmowie, przepłakałam dobre kilka minut, nie potrafiąc uspokoić emocji, przecież moje największe marzenie zostało spełnione! Dziękuję!