O Disneylandzie słyszał każdy. Wielu marzy, żeby odwiedzić go chociaż raz. Naszym Marzycielom się to udało, a my miałyśmy tę przyjemność uczestniczyć razem w nimi w tej fantastycznej przygodzie.

Ale zacznijmy od początku … Dla większości naszych Marzycieli, czyli dwóch Len, Madzi i Szymona był to pierwszy lot samolotem także emocje towarzyszyły nam już od pierwszych chwil naszej podróży. Lot minął szybko i bez turbulencji udaliśmy się w podróż do hotelu - położonego na terenie
Disneylandu, w którym nawet tapeta na ścianach była w Disney’owskie motywy (w naszym przypadku był to Bambi). Po zameldowaniu się w hotelu, bez chwili zwłoki udaliśmy się na teren parku, żeby jak najszybciej oddać się atrakcjom, które oferuje. Pierwsze wrażenie po przekroczeniu bram

Disneylandu – niezwykłe, magiczne, bajkowe miejsce. Myślę, że, nawet na odpornych na urok bajek Disneya, zrobiłoby wrażenie. Pierwszego dnia naszego pobytu mieliśmy okazję obejrzeć paradę, gdzie jadący na olbrzymich platformach Myszka Mickey i przyjaciele, księżniczki i książęta oraz inne postacie z najpiękniejszych filmów Disneya pozdrawiają wpatrzonych w nie tłum. Cudowne widowisko muzyczne i taneczne, przepiękne kostiumy - wszystko to zrobiło ogromne wrażenie, nie tylko na naszych podopiecznych. Innym kluczowym momentem naszej podróży w ten bajkowy świat było spotkanie ze Śpiącą Królewną i Małą Syrenką, a uwieńczeniem była wizyta i uściski od samej Myszki Mickey. Obie Leny były zachwycone księżniczkami, które wyglądały niczym wprost wyjęte z animacji, Madzia natomiast najbardziej przeżyła spotkanie z Myszką Mickey, która żadnemu z nas nie szczędziła serdeczności. Szymek najbardziej chciał przybić piątkę z Goofy’m - i również się udało! Przez te niecałe trzy dni działo się tyle, że nie sposób opisać to w kilku słowach, odbyliśmy wizytę u Pinokia u wyszyliśmy w podróż do Nibylandii z Piotrusiem Panem. Płyneliśmy po nieznanych wodach z Piratami z Karaibów i ścigaliśmy się szybką kolejką wraz z Indiana Johnes’em. Kręciliśmy się w kultowych filiżankach, a obiad jedliśmy we włoskiej restauracji z filmu Zakochany Kundel.

Wisienką na torcie był wieczorny pokaz fajerwerków i wyświetlane na tle zamku fragmenty Disney’owskich produkcji, przy dźwiękach muzyki i niezwykłych świetlnych efektach. Wpatrzyliśmy w ten cudowny show jak zaczarowani, a dreszcz emocji, który towarzyszył tym chwilom długo pozostanie w naszej pamięci. Podroż do Disneylandu to magiczne przeżycie, dzięki naszym Marzycielom: Lenom, Madzi i Szymkowi, był tym bardziej wyjątkowy. Bardzo zżyliśmy się ze sobą w czasie tego wyjazdu, cudownie było te wszystkie emocje przeżywać w tak fantastycznym gronie.

Lenko, Lenko, Madziu, Szymku – bardzo dziękujemy za Wasze piękne marzenie, za to że mogliśmy uczestniczyć w jego wspólnym przeżywaniu, że podzieliliście się z nami Waszą radością. To był magiczny wyjazd, który będziemy długo i zawsze z uśmiechem na twarzy wspominać.

Serdecznie dziękujemy wolontariuszce Dorocie za zorganizowanie zbiórki urodzinowej oraz wolontariuszce Kasi za zbiorke.