Nasze spotkanie z Pierwszym Marzycielem zaplanowałyśmy na dzień szczególny: 1 czerwca - Dzień Dziecka. Przed spotkaniem, na zebraniu, ustaliliśmy, że mimo wielkich chęci całego oddziału spotkania się z naszym Pierwszym Marzycielem, na pierwszą wizytę powinny udać się maksymalnie trzy osoby. W szpitalu zjawiła się jednak piątka wolontariuszy! Co jak się potem okazało w ogóle nie speszyło Łukasza, a wręcz przeciwnie!


Przed wejściem na Oddział dla Przewlekle Chorych Dzieci w stanach apalicznych i wentylowanych mechanicznie, gdzie na stałe przebywa Łukasz, poznałyśmy siostry opiekujące się naszym Marzycielem i jego Tatę, który mieszka poza Olsztynem i odwiedza chłopca w weekendy. Tata przyjechał by spędzić z Łukaszem Dzień Dziecka więc Łukasz był w doskonałym nastroju.


Łukasz okazał się przesympatycznym, bardzo kontaktowym chłopcem, od razu powitał nas uśmiechem. Rozdałyśmy pozostałym dzieciom z oddziału upominki i balony. Lodołamacz Łukasza- gra "Zgadnij kim jestem" - okazał się strzałem w dziesiątkę. Łukasz od razu "załapał" reguły, pilnował czasu i protestował, kiedy ktoś próbował podpowiadać. Gra tak bardzo nas pochłonęła, że nie zauważyliśmy jak minęła pierwsza godzina wizyty. W tym czasie Ewa rozmawiała z Tatą Łukasza.


Po obiedzie przyszła pora na rozmowę o marzeniach. Łukasz był odrobinę zawiedziony, tym że musi wybrać tylko JEDNO marzenie ale dość szybko zdecydował się na łóżko na pilota. Łukasz miał wypadek 5 lat temu i od tego czasu jest sparaliżowany a takie łóżko pozwoliłoby mu na samodzielne zmiany pozycji. Chłopiec mógłby obsługiwać pilota patyczkiem trzymanym w ustach. Jako marzenie rezerwowe Łukasz podał spotkanie z Michałem Wiśniewskim gdyż bardzo lubi jego piosenki.


Przed wyjściem zagraliśmy w "Zgadnij kim jestem" jeszcze raz gdyż Łukasz chyba by nas bez tego nie wypuścił. Obiecałyśmy mu, że będziemy go odwiedzać i zagramy jeszcze nie jeden raz.


To było nasze pierwsze spotkanie z Marzycielem, wszystkie bardzo je przeżyłyśmy. Łukasz pokazał nam, że mimo trudnej sytuacji, można być otwartym, pogodnym i nie poddawać się tak łatwo. Dziękujemy, Łukaszku!