Marzeniem Ernesta było wyprowadzenie Roberta Lewandowskiego na mecz. W związku z ogromną popularnością kapitana naszej drużyny, Ernest musiał czekać prawie rok na spełnienie swojego największego marzenia. Warto jednak było, gdyż takie chwile jak te, przeżyte 10 czerwca podczas meczu Polski z Rumunią, na pewno na długo pozostaną w Jego pamięci.
A było to tak. Razem z Ernestem i Jego tatą weszliśmy na stadion a następnie zostaliśmy zaproszenie prosto do szatni  - jak najprawdziwsi piłkarze. W szatni wszystkie dzieciaki asystujące piłkarzom w drodze na murawę dostały stroje do przebrania. Jak nakazuje tradycja - stroje w barwach drużyny przeciwnej otrzymały dzieci wyprowadzające piłkarzy naszej reprezentacji, nasze stroje narodowe miały na sobie dzieciaki wyprowadzające drużynę rumuńską. Po skompletowaniu strojów i upewnieniu się, że wszystkie getry są na odpowiedniej wysokości i wszystkie koszulki elegancko wpuszczone w spodenki, dzieci kilkakrotnie przećwiczyły ustawienie, odbyła się nawet próba śpiewania hymnu, a przy okazji sprawdzenie czy na pewno wszyscy znają słowa
Z każdą chwilą zbliżającą nas do pierwszego gwizdka emocje sięgały zenitu a nerwy  były napięte do granic możliwości. W oczekiwaniu na rozpoczęcie meczu kilkakrotnie mogliśmy wyjść na zewnątrz, podejść do płyty boiska i poczuć atmosferę panującą na stadionie, a ta była niepowtarzalna.

Gdy wreszcie nadszedł TEN moment, dzieci ustawiły się zgodnie z przećwiczonym wcześniej schematem i powędrowały ku piłkarzom w świetle fleszy i lasu machających rąk (rodzicie byli przejęci całym wydarzeniem nie mniej niż jego mali bohaterowie). Widok naszego podopiecznego spełniającego swoje największe marzenie, idącego ramię w ramię ze swoim idolem, był niezwykle przejmującym doświadczeniem. Na pierwszy rzut oka było widać jak bardzo Ernest jest przejęty i jak całe to wydarzenie jest dla niego emocjonujące a nawet stresujące. Przecież za chwilę miał poznać Roberta Lewandowskiego!
Wyprowadzenie piłkarzy na murawę boiska przebiegło zgodnie z planem i ćwiczonym wcześniej układem. Po odśpiewaniu hymnu dzieci zeszły z murawy i wróciły do szatni, żeby przebrać się i szybciutko zająć miejsca na trybunach. 
Ernestowi brakowało słów, żeby opowiedzieć nam o wrażeniach ze spotkania z Lewandowskim, ale widać było po nim jak bardzo jest szczęśliwy i dumny.
Atmosfera na stadionie była wyjątkowa, mecz zakończony sukcesem, Ernest stwierdził, ze ma chyba w sobie magiczną moc, którą przekazał Lewemu, żeby ten mógł strzelić  te wszystkie bramki.
To był niezwykłe dzień i wyjątkowa przyjemność przyczynić się do spełnienia tak pięknego marzenia - Erneście bardzo dziękujemy Ci za to i pamiętaj: Nigdy nie przestawaj marzyć!