28 sierpnia, w niedzielę rano, po przyjeździe do domu chłopca w Śliwicach, Łukasz z wielkim przejęciem powitał mnie, wolontariuszkę w zielonej fundacyjnej koszulce. Bardzo szybko nawiązaliśmy ze sobą kontakt. Przemili rodzice i urocza siostra Łukasza, Natalia, z radością rozpoczęli podróż. Ruszyliśmy dwoma samochodami: Łukasz i Natalia jechali ze mną, bo z rodzicami jechał trzymiesięczny Krzysio z bagażami. Na miejsce do Hotelu Helena w Ostrzycach zajechaliśmy około godz. 13-ej. Z okien naszego segmentu roztaczał się piękny widok na jezioro, wprost pod nogami. Dzieci były głodne, więc zaraz obiad i pierwsza niespodzianka. O godzinie 15-ej przy pomoście czekał mały, zgrabny jacht Kropeczka. To była niespodzianka mojej rodziny.  Popłynęliśmy, tzn. Łukasz, Natalia, ich tata i Lidka „Kropeczką „ w „siną dal”. Ponieważ w porognozach pogody było zapowiadane pogorszenie się pogody następnego dnia, rodzice zadecydowali, że mimo wczesnego już wieczoru, po powrocie z rejsu idziemy na plażę. No cóż, marzenie dziecka było związane z tym, że podczas choroby nie wolno mu było się kąpać, a wodę kocha, jak ryba. Teraz jest okres remisji, więc Łukasz marzył o kąpieli w jeziorze. Decyzja była świetna, bo następnego dnia rano siąpił deszcz, a chmury przesłaniały niebo. Ale mieliśmy plan awaryjny - zwiedzanie okolicznych atrakcji. W niewielkiej odległości od Ostrzyc znajduje się Szymbark, jest tam zbudowany dom do góry nogami, znany już w całej Polsce. Obok znajduje się kraina bajek, park linowy, mini ZOO, bunkry i inne pamiątki z okresu II wojny światowej. Tak więc po rodzinnym śniadaniu w hotelu, gdzie nas powitała właścicielka kompleksu „Helena”, ruszyliśmy do Szymbarku. Deszcz już nie padał, więc znakomicie się wszyscy bawili. Spędziliśmy tam kilka godzin, do popołudnia, bo było się czym zająć. Po wizycie w odwróconym domu i powrocie do równowagi, wszyscy poszliśmy do Krainy Bajek. Szlak prowadził między domkami, w których przedstawiono postaci i treść najbardziej znanych baśni i bajek. Był tam Czerwony kapturek, Królewna Śnieżka i siedmiu krasnoludków, Śpiąca królewna, Pinokio, Stoliczku nakryj się i jeszcze mnóstwo innych. Przy każdym „domku” wysłuchaliśmy skróconych wersji bajek, ale i tak zabrało nam to wiele czasu. Obok była Kraina strachu. Tu było trochę gorzej - Łukasz wszedł z siostrą, tatą i ze mną i uciekł, bo się wystraszył. Ale za chwilę jeszcze raz spróbował  wejść z mamą i udało się trochę „pobać”. No i wreszcie park linowy. Dzieci  dwukrotnie pokonały bezpieczną trasę. Chwilę odpoczęliśmy i udaliśmy się do zwierząt w mini ZOO. Potem gofry i poważna historia. Przeszliśmy dość długim podkopem do bunkrów z czasów II wojny, później rampa i pociąg, którym wywożono więźniów, jest tam nawet przeniesiona z Syberii „Chata Sybiraka”. To była „poważna” część naszej wycieczki. Wróciliśmy dość późno, czas na obiadokolację. Marzyciel, mimo braku dobrej pogody, był bardzo zadowolony. Trzeciego dnia po śniadaniu udaliśmy się w trochę dalszą wyprawa do Straszy Budy, gdzie znajduje się Kaszubskie Muzeum Miniatur I Gigantów. To też była wycieczka na kilka godzin. W muzeum miniatur zgromadzono ponad sto słynnych budowli takich jak: Katedra Notre Dame, Krakowski i Gdański kościół Mariacki, Wieża Eiffla, Statua Wolności, Łuk Triumfalny w Paryżu i wiele, wiele innych. Krótka choć, dość męcząca przechadzka pod górkę i znaleźliśmy się w parku Gigantów. I znowu najpierw ścieżka owadów, potem ptaków, ryb owadów i innych rzeczy np. ogromniastych butów, czy wielkiego krzesła i stołu. Wszyscy byliśmy zmęczeni, ale radośni. Łukasz był zmęczony, ale bardzo szczęśliwy, jak zapewniał. To były trzy super fajne dni, czwartego dnia przed południem wracaliśmy do domu Marzyciela.  Myślę, że zdjęcie z Dyplomem spełnionego Marzenia  na tle jeziora jest dobrym symbolem tej wyprawy. Chociaż Łukasz na zdjęciach rzadko się uśmiecha, to jednak na koniec - już w domu wskoczył dosłownie na mnie przy pożegnaniu i powiedział „dziękuję’. Jestem też szczęśliwa z kolejnego spełnionego Marzenia :)