W superupalny lipcowy dzień wyruszyłyśmy z Agą w najdłuższą jak do tej pory trasę, aby dotrzeć do kolejnego marzyciela i zapytać go o to najważniejsze marzenie.

Po stu kilometrach minęłyśmy Duże Miasto, jechałyśmy dalej wyglądając skrętu w boczną drogę, która miała nas doprowadzić do Niewielkiej Wsi położonej daleko od szosy. Dlaczego tak tajemniczo? Otóż w XXI wieku są jeszcze takie miejsca w kraju Unii Europejskiej, gdzie chorobę dziecka trzeba ukrywać, bo sąsiedzi mogą wziąć to za karę boską. Dlatego nie będzie nazw, imion (oprócz marzyciela), ani tym bardziej zdjęć. Jeszcze kilka zakrętów, kilka kapliczek i trafiamy do domu Marzyciela Leszka. Poznajemy najpierw Mamę, Bratową, Siostrę, Bratanka, pijemy zimny winogronowy napój i wreszcie pojawia się wysoki przystojny blondyn. To właśnie siedemnastoletni Leszek, który ma nam zdradzić swoje marzenia i wybrać to "naj". Na początek lodołamacz. Z życzliwych pomruków domyślamy się, że czapeczka Nike trafiła w gust młodego człowieka. Cóż, Marzyciel chyba najbardziej nieśmiały z poznanych do tej pory i niesamowicie małomówny. Ale czy ktoś mówił, że będzie łatwo? Opowiadamy o różnych marzeniach, przedstawiamy możliwości i powolutku coś zaczy na się wyjaśniać, choć w skupieniu się przeszkadza Marzycielowi Bratanek włączając grający samochód. Leszek nie cierpi się przemieszczać, każda wyprawa do pobliskiego Dużego Miasta to już stres. A więc żadnych Paryży, to zostawiamy innym! Księżniczki i strażacy zostają skwitowani pobłażliwym uśmiechem, więc tę ewentualność też skreślamy. Nieśmiałość wyklucza spotkanie z kimś sławnym... A więc zostaje kategoria "mieć" i tu już ciepło, prawie gorąco. We wcześniejszej rozmowie z Rodziną Marzyciela pojawiał się temat komputera, a teraz sam Leszek to potwierdza i to kilkakrotnie. Na jego "zabytkowym" sprzęcie nie chodzą żadne porządne gry, przydałyby się też głośniczki do słuchania ulubionej muzyki. Prosimy jeszcze o głośne potwierdzenie marzenia, bo samo kiwanie głową nie wystarczy. Zabieramy się do wypełniania papierów, a Leszek oddycha z ulgą i ucieka na chwilę z pokoju.

Jeszcze łyk napoju, kanapka i kawałek pysznego makowca i musimy się żegnać z sympatyczną Rodziną Leszka i z samym Marzycielem. Ruszamy do boju o komputer! Na takim w zielonym papierze będzie na pewno chodziło wszystko co trzeba.

 

Autor: Gośka