Ta podróż zaczyna się od muzyki, włączcie więc „El Mismo Sol” Alvaro Soler, bo ta właśnie piosenka (ulubiona piosenka Nikoli!) towarzyszyła nam nieustannie podczas naszej hiszpańskiej przygody na Fuerteventurze. No to ruszamy!

 

Dzień „0” – 23.11.2015

 

„23.10.2015r. Wylot na wspaniałe Wyspy Kanaryjskie, gdzie spełni się moje marzenie i w ZIMĘ polecę do LATA.”

 

Wylot z Wrocławia był niesamowicie emocjonujący z co najmniej dwóch powodów:

po pierwsze – był to pierwszy w życiu lot Nikoli, u której ekscytacja mieszała się z lękiem, zupełnie jak przed jazdą na kolejce górskiej; lot był niesamowitym przeżyciem, Nikola nie ominęła ani jednego z nielicznych nocnych widoków, przyklejona do szyby, pod szalikiem (żeby w szybie nie odbijało się światło z pokładu – jak nam wyjaśniła); loty? – zdecydowanie przypadły Nikoli do gustu!;

 

po drugie – nasz wylot został opóźniony (na szczęście tylko dwie godziny) z powodu niespodziewanych opadów śniegu; trudno o lepsze okoliczności przed wylotem do ciepłych krajów w listopadzie J

 

Po przylocie na wyspę witają nas palmy oraz 23 stopnie Celsjusza J Okazuje się też, że czeka na nas miła niespodzianka – nasz domek znajduje się tuż przy basenie – najważniejszym dla Nikoli elemencie otoczenia. Od razu zostaje nam zapowiedziane, że następnego ranka, skoro świt, Nikola rusza do basenu! Niechętnie, ale zgadza się, poprzedzić skok do basenu śniadaniem.

 

Dzień 1 – 24.11.2015

 

„Dzień 1-wszy poszłyśmy na śniadanie w restauracji, która była bardzo duża oraz był szwedzki stół, czyli stół – w tym przypadku lady – na których było mnóstwo dobrego jedzenia, picia itp. Można było zjeść co się chce.”

 

Po śniadaniu następuje przywitanie się z morzem („OCEANEM!”, jak niezmordowanie poprawia nas Nikola ;). Spędzamy czas na plaży, szukając muszelek i podziwiając błękit wody. Wyspiarski wiatr nie pozwala nam na wylegiwanie się w strojach kąpielowych, ale po powrocie ze spaceru nadrabiamy to przy basenie. Nikola zalicza pierwszą próbę wody – wystarczy spojrzeć na zdjęcia i Jej uśmiech J

 

Dzień 2 – 25.11.2015

 

„Dzisiaj wszędzie chodziłyśmy – ja, mama i wolontariuszka Ola – i zwiedzałyśmy piękne miejsca, wiedząc, że to nie koniec. Co się okazało w drugi dzień – na Fuerteventurze jest bardzo dużo kotów, bo w tym dniu zobaczyłam ich aż cztery w hotelu i dwa w drodze na plażę, więc to dla mnie już raj!”

 

Na plażę idziemy nową drogą – coraz lepiej poznajemy Caleta de Fuste – miasteczko, w którym mieszkamy. Chodzimy piękną promenadą, odwiedzając po drodze liczne sklepiki. Nikola uwielbia zakupy, więc nie odpuszcza nam żadnego. Temperatura dzisiaj wzrasta do 30⁰C, więc korzystamy z uroków pięknej pogody przy basenie, a po kolacji zwiedzamy basztę zamkową i latarnię morską. Dowiadujemy się, że oprócz kotów jest tu także bardzo dużo …jeży!, podjadających kocią karmę z porozstawianych co krok przez wolontariuszy misek. Wracając ze spaceru cieszymy się widokiem niecodziennych dekoracji świątecznych – palm pookręcanych lampkami choinkowymi. Wieczorem, cały czas w rytmie naszej ulubionej piosenki, gramy w UNO J Pewnie Mogłybyśmy tak do rana, ale musimy się wyspać, bo jutro ruszamy na wycieczkę!

 

Dzień 3 – 26.11.2015

 

Wycieczkę – Grand Tour Fuerteventura – rozpoczynamy w autobusie, kierowanym przez Agustina, umilającego nam drogę hiszpańskimi piosenkami. To dzień pełen wrażeń! Najpierw zachwycamy się wspaniałymi, białymi wydmami w Corralejo – kawałek pustyni na wyspie. Później na farmie kóz podziwiamy te – najpopularniejsze na wyspie – zwierzęta; próbujemy kozich serów, pikantnych, kanaryjskich sosów mojo rojo oraz pysznego dżemu z kaktusa – palce lizać! Kolejnym etapem wycieczki jest plantacja aloesu, gdzie dowiadujemy się czym skutkuje polizanie lub choćby dotknięcie oderwanego liścia aloesu, zawierającego aloinę i jak długo trwa taka (spędzona w toalecie) niedyspozycja. Omijamy aloinę szerokim łukiem, za to możemy przetestować produkty z aloesu już pozbawionego tej substancji. Nikola w posiadaniu najwspanialszej-na-świecie pomadki z aloesem wychodzi z plantacji w świetnym nastroju. Dalej ostatni punkt programu – jedziemy do dawnej stolicy wyspy – Betancurii. Trzy ulice i plac z kościołem Iglesia de Santa Maria, ale miasteczko bardzo urokliwe z białymi zabudowaniami na tle cynamonowych wzgórz i błękitnego nieba. Po powrocie z wycieczki na kolację wcinamy …kozinę. Bardzo nam przykro, ale niestety smaczna.

  

Dzień 4 – 27.11.2015

 

Po wczorajszym wyczerpującym dniu i dzisiejszym zakupowym poranku, Nikola zarządza plan na dzisiaj: basen! Choć niebo zaciągnęło się chmurami, a przy basenie zastałyśmy jedynie ratownika, basenujemy się uparcie – w końcu to Fuerteventura, nawet kiedy są chmury, jest ciepło. Nikola jest najwytrwalszym entuzjastą kąpieli. Ratownik umiera z nudów. Dla rozrywki zakłada sobie kołnierz ortopedyczny. Dzieje się…

 

Dzień 5 – 28.11.2015

 

Przedostatni dzień na Fuercie. Zaczynamy bać się powrotu po wiadomościach, docierających z Polski, że w nocy padał śnieg… Korzystamy z uroków otoczenia do oporu i wysyłamy dużo słonka do Polski! ;), bo u nas gorącooooo! 33 st.C.

 

Zaliczamy targ afrykański z zakończonym pełnym sukcesem targowaniem się o wymarzony wisiorek z sową Nikoli – ponad 73% rabatu, istne cuda ;)

 

Wieczorem dopada nas przedpowrotna nostalgia.

 

Dzień 6 – 29.11.2015

 

To już ostatni dzień na Fuerteventurze. Ostatni basen. Ostatni zachód słońca. No dobra, przyznajmy też, że w zasadzie pierwszy, bo wszystkie inne przegapiłyśmy. W pobliżu oceanu, tuż przed zachodem słońca, nadchodzi ten moment, kiedy marzenie Nikoli można uznać za spełnione… Nikola otrzymuje swój Dyplom Spełnionego Marzenia. Ola się wzrusza, Nikola cieszy z pamiątek, a mama robi nam zdjęcia ;) Zachód słońca jest piękny.

 

Pakujemy się, oglądając wszystkie pamiątki w komplecie i już wspominając najlepsze momenty wyjazdu J

 

Dzień 7 – 30.11.2015

 

Wczesna pobudka. Bardzo wczesna. Pożegnanie z domkiem, basenem, i każdym kotem z osobna. Jedziemy na Puerto del Rosario na lotnisko. Tym razem nie zostajemy zaskoczone żadnym opóźnieniem wylotu. Tym razem nie miałybyśmy nic przeciwko ;) Wsiadamy do samolotu:
Hasta luego Fuerteventura!

 

Podziwiamy piękne, poranne widoki z samolotu. Pilot, niczym przewodnik, przez całą drogę opowiada nam ciekawe rzeczy na temat samolotu i miejsc, nad którymi przelatujemy. Maroko, Pireneje, Alpy, Mont Blanc, oka nie zmrużysz… Robimy zdjęcia, Nikola rysuje obrazek „Moja perspektywa z okna samolotu”, który po udanym lądowaniu wręcza pilotowi. Zachwycona i wzruszona załoga zaprasza nas do kabiny pilota. Ostatnie pamiątkowe zdjęcie i wychodzimy na płytę lotniska we Wrocławiu. W tęsknocie za kanaryjskimi temperaturami kończy się nasza wspaniała hiszpańska przygoda!

 

„y bajo el mismo sol
ahora nos vamos
Y juntos celebramos
aquí todos estamos bajo el mismo sol”

 

 

Pragniemy serdecznie podziękować sponsorom, bez których nie byłoby możliwe spełnienie tego marzenia:

- firmie Balluff

- organizatorom i uczestnikom turnieju golfowego Mercedes Trophy

- Panu Jackowi Olejniczakow