Pomimo, iż realizacja marzenia przypadła na powszechnie uznawany za dzień pechowy piątek 13, nic pechowego tego dnia nie miało miejsca. Wręcz przeciwnie spotkanie z naszym Marzycielem było jednym z najlepszych spotkań jakie do tej pory przeżyłyśmy.
Do Sierpca ruszyliśmy w piękne piątkowe  popołudnie, plan realizacji mieliśmy już wcześniej ustalony, jedynym nieświadomym był nasz kierowca. Przede wszystkim chcieliśmy sprawić Radkowi niespodziankę, tak aby nie domyślił się, że realizacja odbędzie się właśnie tego dnia. Dlatego też razem z Agnieszką spotkałyśmy się z Radkiem jego mamą i przecudowną siostrzyczką w małej cukierni „Mariuszek”, swoją drogą szczerze polecamy. W tym czasie nasz kolega udał się do domu Marzyciela, aby wraz tatą Radka podłączyć jego wymarzony komputer, na którym będzie mógł przechodzić następne poziomy swojej ulubionej gry. Podczas gdy mężczyźni zajmowali się instalowaniem sprzętu, my spędzaliśmy przecudowny czas z pozostałą częścią rodziny w „Mariuszku”. Aby Radek nie domyślił się niczego, powiedziałyśmy mu, że koniecznością jest narysowanie swojego marzenia, a tak się składało, że miałyśmy ze sobą blok i kredki. Radek pomimo, iż jest nastolatkiem nie miał żadnych oporów przed rysowaniem, wręcz przeciwnie martwił się, że rysunek jest niedopracowany. Równie chętnie do rysowania zabrała się jego siostrzyczka, po jakimś czasie dostaliśmy wiadomość, że wszystko jest już gotowe. Gdy wszyscy razem wyszliśmy z cukierni z wielkim smutkiem udałyśmy, że nasz kolega po nas nie przyjechał, mama Radka wiedząc o co chodzi od razu zaprosiła nas do siebie, a nieświadomy niczego Radek był bardzo szczęśliwy, iż możemy jeszcze trochę sobie porozmawiać. Jednak po dotarciu do jego domu od razu zauważył samochód naszego fundacyjnego kolegi Czarka, który wraz z tatą Radka i ich suczką Sonią przywitali nas już w progu. Nasz Marzyciel od razu udał się do swojego pokoju. Jakże radosna była jego twarz, gdy zobaczył swój upragniony komputer. Przez chwilę  w ogóle to do niego nie docierało, a później uśmiech nie schodził z jego twarzy. Przy rozpakowywaniu następnych prezentów od sponsora pomagała mu jego siostrzyczka, która czasami była jeszcze bardziej zadowolona niż brat, szczególnie z kolorowych flamastrów. Potem rozmowom nie było końca, oglądaliśmy albumy rodzinne, a mam Radka nawet opowiedziała nam kilka historii z dzieciństwa swych pociech. Czas zleciał nam niestety bardzo szybko i późnym wieczorem po miłej rozmowie i licznych podziękowaniach pożegnaliśmy się z rodziną i z uśmiechami na twarzy wróciliśmy do Warszawy.