W piątkowe popołudnie wybrałyśmy się razem z Dominiką do Miedzyrzeca Podlaskiego, gdzie na spełnienie marzenia oczekiwał Maciek. Dotarcie do naszego marzyciela zajęło nam troszkę czasu, a wszystko to za sprawą obwodnicy, która wyraźnie utrudniła naszą orientację w mieście. Jednak pilotowane przez mamę Maćka dotarłyśmy pod jego domek.

Pod bramą i na ganku czekała na nas spora część rodziny bohatera tego dnia. Wspólnymi siłami udało nam się wypakować z samochodu i wnieść do salonu pakunki. Zanim jednak nastąpiło uroczyste rozpakowywanie naniosłyśmy ostatnie poprawki, doczepiłyśmy kokardki w tradycyjnym już zielonym kolorze i pozwoliłyśmy na chwilę dla fotoreporterów :) A potem już nie przeciągając upragnionej chwili Maciek rozpoczął rozpakowywanie prezentów. Skromnie zaczął od najmniejszej paczuszki, w której znajdowały się prawdziwie męskie filmy ? same horrory! Udało nam się trafić z wyborem ponieważ Maciek przyznał się, że żadnego jeszcze nie oglądał. W przypadku otwierania tych większych prezentów okazało się, że przydadzą się nóż i pozostali członkowie rodziny. Gdy spomiędzy warstw kartonu i styropianu ukazały się pierwsze wtyczki i kable kina domowego nasz marzyciel na chwilę wstrzymał oddech, po którym nastąpiło entuzjastyczne westchnienie. Z ogromnych kartonów wyciągaliśmy kolejne elementy prezentu. Maciek każdemu przyglądał się z zainteresowaniem, zacierał ręce z radości i montował poszczególne elementy w całość.

Po uroczystym otwarciu mama Maćka zaprosiła nas na urodzinowy tort. Podczas zapalania świeczek, a było ich aż siedemnaście Maciek miał okazję zastanowić się nad życzeniem. Nasz marzyciel stanął przed tortem, wziął głęboki wdech, przetrzymał nas chwilę w oczekiwaniu i za pierwszym podejściem zdmuchnął wszystkie świeczki! Nie ostała się ani jedna, więc życzenie się liczy i powinno się spełnić. Potem przyszła pora na urodzinowe życzenia, podczas których życzyliśmy Maćkowi oczywiście dużo zdrowia i dość przekornie spełnienia pozostałych najskrytszych marzeń. Jak na każdym urodzinowym przyjęciu nie mogło zabraknąć toastów przy których szampan (oczywiście bezalkoholowy) polał się w obficie dosłownie i w przenośni. Nie zmąciło to jednak radosnej atmosfery tego dnia.

Przy wspólnym stole mieliśmy okazję bliżej poznać Maćka i jego rodzinę rozmawiając i oglądając ich wspólne zdjęcia. Niepostrzeżenie nasz marzyciel ze swoim rodzeństwem ulotnił się od stołu, a naszą uwagę zwróciły śmiechy i tupot nóg po schodach dobiegające z sąsiednich pokoi. Okazało się, że marzenie wędruje już na swoje miejsce czyli do pokoju Maćka, a kartonowe pudełka przydają się jeszcze do zabawy i mogą służyć za doskonałą kryjówkę. Jak powszechnie wiadomo wszystko co dobre szybko się kończy a tym samym czas naszej wizyty również. Pożegnałyśmy się serdecznie z Maćkiem i jego rodziną i kierując się wskazówkami mamy Maćka już bez większych problemów opuściłyśmy Międzyrzec.