Dzień pierwszy (sobota) 

Nasza podróż zaczęła się magicznie, w środku nocy, by dotrzeć na lotnisko Fryderyka Chopina w Warszawie i wylecieć do Paryża dokładnie 6:05. Dla kilkorga z nas miał to być pierwszy lot samolotem.

Lecieliśmy różowo – fioletową  maszyną, więc nic dziwnego, że została okrzyknięta „samolotem księżniczek”. Zosia, Weronika i Michalina dzielnie zniosły lot. Już po godzinie 8:00 byliśmy na lotnisku Beauvais –Tille, godzinę drogi od naszego hotelu w Paryżu. 

Gdy dojechaliśmy na miejsce postanowiliśmy, po krótkiej drzemce, wybrać się na zwiedzanie miasta. Wsiedliśmy do metra, aby dojechać do stacji Trocadéro i zobaczyć to, co z Paryżem kojarzy się najbardziej... wieżę Eiffla.  Najpierw zatrzymała nas  na chwilę  artystka  malująca na chodniku księżniczki, ale już za chwilę zobaczyliśmy piękną, monumentalną wieżę Eiffla otoczoną zielenią,  fontannami i ... setkami turystów czekających w kolejce, aby wjechać na górę. Sesja zdjęciowa zarejestrowała uśmiechy od ucha do ucha potwierdzające zachwyty i dumę, że możemy podziwiać na własne oczy najsłynniejszy zabytek Francji. 

Nie odmówiliśmy sobie przyjemności pospacerowania przepiękną malowniczą ulicą, gdzie hotele mają pięć gwiazdek, samochody wyglądają jak z kosmosu, a kamienice prześcigają się w urokach elewacji, intrygując pięknem zieleni buchającej z balkonów. 

Plac Charlesa de Gaulle, gdzie znajduje się łuk triumfalny, a kierowcy samochodów jeżdżą jak im się podoba, także bardzo nam się spodobał, ale głód poprowadził nas na posiłek i podpowiedział co dzieci lubią najbardziej ... pizzę. 

Pytaniom kiedy pojedziemy do Disneylandu, nie było końca. Dziewczynki  nie mogły się już doczekać, aby zobaczyć bajkowy świat Disneya. Obiecaliśmy, że jutro zacznie się spełniać ich największe marzenie. 

Dzień drugi (niedziela) 

Najpierw francuskie śniadanie w hotelowej restauracji, czyli  bagietki z dżemem, francuskie bułeczki z czekoladą, croissanty oraz płatki z mlekiem, a potem jazda do Disneylandu i podziwianie widoków za oknem. Kiedy naszym oczom ukazał się balon – punkt  orientacyjny dla jadących do parku rozrywki, wiedzieliśmy, że jesteśmy blisko. Dziewczynki wraz ze swoimi mamami zaczęły krzyczeć i piszczeć, ponieważ na ten moment właśnie czekały. Wszyscy byli  bardzo podekscytowani. Dziewczynki zachwycone skakały z radości. 

Wypożyczyliśmy wózki dla naszych Marzycielek i  udaliśmy się do City Hall, aby uzyskać dla naszych podopiecznych Priority Card, które upoważniają do korzystania z atrakcji parku bez oczekiwania w kolejkach. 

Przeszliśmy się Main Street, gdzie znajduje się największy sklep w całym Disneyland Park, zobaczyliśmy przepiękne wystawy pełne postaci z bajek. Gdy dziewczynki to zobaczyły rzuciły się na szybę, aby podziwiać te arcydzieła. Było to dla nich bardzo duże przeżycie. W sklepach, do których wchodziły widziały całą paletę kolorów i odcieni, pełno lalek oraz gadżetów Disneya. Miały tyle bodźców, że nie wiedziały, w która stronę się odwrócić, dlatego spędziliśmy ponad  pół godziny właśnie na głównej ulicy.   

Następnym celem dziewczyn był piękny, wysoki, różowy zamek księżniczek, do którego udaliśmy się szybkim krokiem. Gdy nasze trzy marzycielki zobaczyły ten przepiękny budynek, buzia nie zamykała się im z wrażenia. Były oczarowane tym co mogły oglądać, ale nie zatrzymywaliśmy się długo, aby podziwiać. Dziewczyny wiedziały, że właśnie za zamkiem są wszystkie super atrakcje, które trzeba przetestować. 

Na pierwszy ogień poszła karuzela z końmi różnej wysokości. Michalina wybrała złotego, najwyższego konia jaki był na karuzeli. Każdy z elementów rusza się w swoją stronę w górę lub w dół, jest w ciągłym ruchu.  Dla wszystkich była to super atrakcja i wielkie emocje. Zrobiliśmy ponad trzy niesamowite okrążenia na karuzeli i poszliśmy dalej. 

Kręcące się filiżanki oraz latające słonie były kolejnym zastrzykiem energii i radości co wyrażało się wybuchami euforii. Dalej małymi łódeczkami wpłynęliśmy do wielkiego pawilonu. Okrążyliśmy cały świat przedstawiony w przepiękny dla dzieci sposób. Byliśmy na siedmiu kontynentach, widzieliśmy krajobrazy, słynne budowle, przeróżne zwierzęta. Najczęściej na ustach dziewczyn gościły słowa  „jest super” i „ale bomba. 

Przejechaliśmy się dwoma kolejkami. Dziewczyny w tym czasie przestudiowały mapę parku, podziwiały zieleń oraz atrakcje, na których jeszcze nie byliśmy. Zrobiliśmy pełny kurs i trochę sobie odpoczęliśmy. Dziewczyny miały spotkanie z Myszką Miki oraz sesję zdjęciową. 

Po obiedzie byliśmy w labiryncie Alicji z Krainy Czarów oraz dowiedzieliśmy się, że na indywidualne spotkanie z księżniczką trzeba się umówić następnego dnia w Pawilonie Księżniczek. Poszliśmy więc do pawilonu Alladyna, gdzie jest magiczna lampa, ławka w kształcie wielbłąda oraz kilka sklepów z pamiątkami, a potem do wielkiego drzewa rodziny Robinsonów i wdrapaliśmy się na samą górę, aby zobaczyć piękny widok całego parku. 

Ukoronowaniem niedzieli była parada wszystkich postaci z bajek. Muzyka zaczęła grać, a wszystkie postaci  tańczyły, śpiewały i  machały do dzieci. Była Myszka Miki oraz Mini, Kubuś Puchatek i przyjaciele, wszystkie księżniczki oraz książęta na białych koniach. Pozdrawiali nas Timon i Pumba, Król Lew, Toystory, Alicja z Krainy Czarów, czarodziej, Pinokio, Kaczor Donald, Alvin i wiewiórki, Piotruś Pan oraz wiele, wiele innych postaci. Dla naszych marzycielek była to niezapomniana chwila, mogły oglądać ulubionych bohaterów z bajek, którzy byli  blisko, bardzo blisko, na wyciągnięcie ręki.     

Dzień trzeci (poniedziałek) 

Po niedzielnych doświadczeniach, na początku zwiedzania parku umówiliśmy się na prywatne spotkanie z księżniczką. Niespodzianką pozostawało to, z którą pięknością przyjdzie nam się spotkać. Żeby wykorzystać dobrze czas ruszyliśmy ku nowym atrakcjom. Spróbowaliśmy Story Buzz, Lightyear Laser Blast , czyli strzelaniny z kosmicznego pistoletu do ufoludków i złych postaci z bajki Toy Story. Następnie udaliśmy  się ( trójka z nas) na Space Mountain: Mission 2, co oznacza jadę bardzo szybką kolejkę w ciemnym tunelu z wielokrotnymi obrotami o 360°. Jednym słowem ostra jazda! Wyszliśmy bardzo uśmiechnięci, z rozwianymi włosami oraz podwyższonym poziomem adrenaliny.  

Po tej najbardziej ekstremalnej atrakcji, już całą ekipą poszliśmy do Autopii, czyli samochodów,  które jeżdżą po szynie. Kierowca wciska pedał gazu oraz zatrzymuje się na światłach. Mamy przed sobą bardzo realistyczne odzwierciedlenie prawdziwej drogi. Dziewczynkom bardzo się podobało i były szczęśliwe, że wybraliśmy się właśnie tutaj. 

Idąc do centrum parku zauważyliśmy jaskinię smoka pod zamkiem księżniczek. I faktycznie, w ciemnej grocie mieszkał wielki smok przykuty łańcuchem do skały. Nieco dalej czekała nas  podróż  w krainie Pinokia.  Magiczny wagonik uniósł nas w baśniowe przestrzenie.  Rozochoceni odbyliśmy kolejną podróż w świat Nibylandi, widzieliśmy z góry Londyn, kapitana Haka, jego okręt, Dzwoneczek oraz samego Piotrusia Pana i całą jego historię w 3 minuty. 

Później wsiedliśmy do wagoników górskiej kolejki. Zostały założone blokady, abyśmy przypadkiem nie wypadli i po chwili zaczęliśmy się rozpędzać. Wszyscy krzyczeliśmy, śmialiśmy się, podnosiliśmy ręce w górę oraz cały czas spadaliśmy lub podnosiliśmy się ostro skręcając w różne strony, jak na prawdziwej górskiej kolejce. Były bardzo duże emocje, ale również bardzo fajna zabawa i przygoda. 

Druga kolejka to Indiana Jones and the Temple of Peril, która wygląda bardzo majestatycznie. Znów trójka śmiałków wyruszyła w samotną i niebezpieczną szybką podróż, pełną ostrych skrętów. Mieliśmy miejsca w pierwszym wagoniku, dlatego krzyczeliśmy najgłośniej, ale również widzieliśmy najwięcej. Było warto, ponieważ znów adrenalina i fryzury poszły w górę. 

Kiedy przyszedł czas na zakupy, w sklepach znaleźliśmy dosłownie wszystko co chciały nasze marzycielki. Były lalki w każdym rozmiarze i rodzaju, ubrania, gadżety, pocztówki, maskotki, breloczki, kubki, walizki w kształcie Zygzaka McQueena. Wybór był tak wielki, że dzieci mogłyby tam buszować kilka miesięcy. Nasze dziewczynki wiedziały, że nie mamy tyle czasu, więc wyszły ze sklepu zadowolone .... z pięknymi lalkami.

 Mieliśmy dla Marzycielek jeszcze jedną niespodziankę. Powiedzieliśmy im, że wróżki z Disneylandu zostawiły dla nich prezenty, ale ukryły je w hotelu. Po powrocie do pokoi zachęciliśmy dziewczęta do poszukiwań.  Jeden prezent znalazł się  w łazience pod prysznicem, kolejny w szafce nocnej, a ostatni, którego dziewczyny szukały najdłużej był za firanką. Weronika wybrała na siebie Myszkę Miki, a Zosia i Michalina lalki. Jak się okazało te figurki są z gumy i można zmieniać ubranka. Były też suknie ślubne, sukienki, zwierzaki, lusterka oraz welony. Dziewczyny szalały ze szczęścia. Odczytaliśmy im  dyplomy spełnionego marzenia. Bardzo uważnie słuchały i były przejęte, a na koniec przytuliły nas tak mocno, że wszyscy się poprzewracaliśmy. 

Dzień ostatni (wtorek)

Śniadanie, pakowanie, droga na lotnisko, odprawa i o 9:05 wzbiliśmy się w powietrze. Znów lecieliśmy „księżniczkowym samolotem” i znów się podobało. Michalina krzyczała, że uwielbia latać i patrzeć, jak wszystko staje się takie małe na dole. W Warszawie lunch w Złotych Tarasach i podróż do Poznania. Tam bardzo czule pożegnaliśmy się z Zosią, Weroniką, Michaliną oraz ich mamami, z którymi spędziliśmy wyjątkowe i pełne emocji cztery dni.

Mamy nadzieję, że dziewczynki  będą wspominać Disneyland, oglądać zdjęcia, chwalić się prezentami, uśmiechać się do swoich przeżyć .... długo, bardzo długo. 

W imieniu swoim, Michaliny oraz Jej rodziny chcielibyśmy raz jeszcze serdecznie podziękować wszystkim Wyższym Szkołom Bankowym w Polsce. Podziękowania należą się  również Duda-Cars S.A. z Poznania za transport naszej ekipy z Poznania do Warszawy. To właśnie dzięki Wam wyjazd i spełnienie największego marzenia Michaliny miało miejsce. Jeszcze raz serdecznie DZIĘKUJEMY!