To był pochmurny, wakacyjny dzień. Wybrałyśmy się do naszej Marzycielki – Ani, by nareszcie spełnić Jej marzenie. Gdy tylko dotarłyśmy do Jej miejscowości, słoneczko od razu wyjrzało zza chmur i zaczęło przygrzewać, jak powinno latem. Jak to zawsze ze spełnieniami bywa i tym razem zależało nam, by wszystko pozostało niespodzianką dla Marzyciela do ostatniej chwili. Jednak właśnie w tym ostatnim momencie Ania dowiedziała się o naszym przybycie, troszkę za wcześnie, gdyż odebrała domofon, na który zadzwoniłyśmy. Idąc na górę klatką schodową słyszałyśmy piski i okrzyki radości.

Wchodząc do mieszkania powitała nas Ania z miną, która pokazywała Jej totalne zdezorientowanie i szok. Marzycielka zaczęła powtarzać: „O Boże, o Boże, co Panie tu robią!”. Nawet, gdy zasiadłyśmy do pogawędki i kawki, dziewczynka nie przestawała nerwowo się wiercić, uśmiechać i coraz łapać się dłońmi za twarz, by choć trochę się ocknąć.

By już dłużej nie męczyć biednej i zniecierpliwionej Ani, rozpoczęłyśmy długą ceremonię obdarowywania częściami składającymi się na marzenie. Na początku podarowałyśmy Marzycielce dosyć lekki pakuneczek, w którym, jak się potem okazało, znajdowała się torba na laptopa, a w niej inne drobiazgi takie jak: bezprzewodowa myszka do komputera, breloczek, kolorowe długopisy, bajeczny notesik i pluszowe, różowe serduszko. Ania, gdy już to rozpakowała bardzo się cieszyła, ale pewnie dlatego, że miała nadzieję, że w końcu dostanie ten wymarzony prezent. Postanowiłyśmy jeszcze troszkę przetrzymać naszą przeszczęśliwą i zdenerwowaną Marzycielkę. Zjedliśmy pyszne ciasto, porozmawialiśmy jeszcze trochę o wakacjach. Jednak same nie mogłyśmy się doczekać tej reakcji ostatecznej. W końcu podałyśmy Ani prezent najcięższy. Marzycielka zaczęła ostrożnie go rozpakowywać, otwierać, aż w końcu Jej oczom ukazał się nowy laptop w kolorze metalicznym. Komputer okazał się wyjątkowo lekki i cienki, jakby stworzony do potrzeb nastoletniej dziewczyny. Ania od razu włączyła sprzęt i zaczęła klikać, szukać, poznawać swój najnowszy nabytek.

Jak to zawsze bywa w tego typu marzeniach, od tego momentu Ania zniknęła z rzeczywistości, kontakt częściowo został utracony, gdyż Marzycielka nie myślała o niczym innym, jak o nowym laptopie na swoich kolanach.

Jako, że właśnie zbliżał się kres naszej wizyty, bardzo serdecznie pożegnaliśmy się z Anią, Jej rodzicami i małym braciszkiem. Bardzo czule się wyprzytulaliśmy i wszyscy życzyliśmy sobie jak najlepszego. Z uśmiechami na twarzach opuściłyśmy domek Marzycielki, szczęśliwe, że znowu udało nam się sprawić tak ogromną radość, tak niewielkim, uczynkiem.

Aniu, bardzo serdecznie pozdrawiamy ciebie i Twoją rodzinkę. Życzymy Wam wszystkim wszystkiego, co najlepsze, zdrówka tyle ile zdołacie unieść i jeszcze tyle radości i miłości, ile jest już teraz między wami. Tak, jak zawsze czytamy, wręczając Dyplom Spełnionego Marzenia, pamiętaj Aniu, byś nie przestawała nigdy marzyc, bo tak jak mówiłam, zawsze znajdzie się ktoś, kto pomoże Ci spełnić Twoje marzenia.

Tak też stało się teraz, bo gdyby nie Sponsorzy, którzy pomogli nam spełnić Twoje marzenie, to nie byłoby tyle radości. Dziękujemy serdecznie całej Społeczności I LO, V LO i SP 50 w Białymstoku, a także Panu Gerardowi Mosiejowi. Gdy nie Wy wszyscy, nie bylibyśmy świadkami tak wielkiej radości na twarzy dziecka, jaką widzieliśmy na buzi Ani, spełniając Jej marzenie. Dziękujemy!!!