W końcu nadszedł długo oczekiwany moment. Wyjazd w góry. Dzień wyjątkowy dla Marysi. We wtorek nad samym ranem pojawiliśmy się w Łomży, by zabrać Marysię, Danusię (jej siostrę) i ich mamę na długą, kilkudniową wycieczkę. To była godzina 4 nad ranem i po zapakowaniu wszystkich bagaży, wsiedliśmy do samochodu i wyruszyliśmy w kilkunastogodzinną drogę. Dziewczyny zamiast spać w aucie, obserwowały z wielką satysfakcją, co dzieję się na drogach, podziwiały krajobrazy. Pierwszym wielkim miastem w drodze do Zakopanego była Warszawa. Jak się okazało, nigdy wcześniej tam nie były. Wielkie wieżowce, tyle samochodów, tramwaje, Pałac Kultury i te ich oczy, wielka radość. Duże zadowolenie, że to wszystko mogły zobaczyć. Widziały Stolicę tylko zza okien samochodu, ale ich błysk w oku mówił, że to wszystko im się bardzo podobało. Po Warszawie chwila odpoczynku i dalsza droga. Następnym miastem był Kraków i Wawel. Te wielkie budowle, Kościoły i tyle ludzi. Znowu Marysia z siostrą poznały coś nowego. Miejscem docelowym naszego wyjazdu było Zakopane. Po 10-ciu godzinach jazdy dotarliśmy na miejsce. Po zakwaterowaniu w Pensjonacie poszliśmy na spacer po Krupówkach. Tyle straganów, waty cukrowej i podziw u dziewczyn, że taki świat w ogóle istnieje. Spacerując doszłyśmy do kolejki na Gubałówkę. Wielkim przeżyciem dla nich był wjazd na górę. A tam - Takie góry wysokie, nigdy ich nie widziałam - mówiła Marysia. W oczach obu sióstr była radość i niedowierzanie mamy, że są w takim przecudownym miejscu. Jednak i taki moment musiał się skończyć na pierwszy dzień wycieczki. Zmęczenie po całym ciężkim dniu powoli nas dobiegało i było trzeba zmierzać do miejsca zakwaterowania. Potrzebny był odpoczynek, by następnego dnia poznawać nowe horyzonty i nowe wrażenia.
        Następnego dnia od samego ranka dzieciaki nie mogły doczekać się kolejnej wycieczki. Początek to Wielka Krokiew i Mała Skocznia. Z takiej wysokości to chyba jednak nie można skakać - mówiła Marysia. A jednak Adam Małysz skacze. Coś niesamowitego. Po skoczniach bryczką pojechaliśmy do Kuźnic, by kolejką pojechać na Kasprowy. Wrażenie, jakie wzbudziła kolejka jest nie do opisania. Oczywiście najpierw były krzyki, że nie pojadą, bo kolejka spadnie, ale potem jednak pod pewnym pretekstem Marysia z rodzina wsiadły do kolejki i na górę. Jazda trwała kilka minut, a na twarzy Marysi zachwyt, że można góry oglądać z poruszającego się wagoniku w powietrzu. Marzycielka z rodziną była pierwszy raz w chmurach. Bo tak to wyglądało. Białe kłęby zakrywały góry, by za chwilę wszystko odsłonić. Wrażenie niesamowite. Po przyjeździe do Pensjonatu i zjedzeniu obiadu, czekała następna niespodzianka. Dostaliśmy zaproszenie od Pani Marii Rzankowskiej do niesamowitego, bardzo eleganckiego miejsca. Była to cukiernia Samanta. Tyle słodyczy w jednym miejscu Marysia widziała pierwszy raz. I co tutaj wybrać. Ze względu na stan zdrowia, Marzycielka musiała wybrać tylko malutkie ciasteczko. Uśmiech i rozpromienione oczy - tak twarz Marysi wyglądała. Kolejny dzień przyniósł nowe wyzwanie. Kiedyś w przyszłości, jak Marysia będzie mogła, przyjedzie do Zakopanego, by po raz kolejny przejechać się kolejką linową w chmury na Kasprowy Wierch.
        Trzeciego dnia wstaliśmy rano z nastawieniem, że od razu po śniadaniu jedziemy na całodniową wycieczkę do Krakowa. A tutaj niespodziewanie pogoda nie pozwoliła nam wyruszyć w długą drogę. Jak nie Kraków to pojechaliśmy w inne miejsce, do Niedzicy. Był tam przecudowny Zamek i Wozownia. Wycieczka samochodowa trwała kilka godzin, z czego dziewczyny były bardzo zadowolone, gdyż uwielbiają jeździć autem. Po przyjeździe do Zakopanego poszliśmy na spacer na Krupówki. Na spacer chodziliśmy codziennie wieczorem dla odpoczynku i relaksu po całym dniu wrażeń.
        Już od samego rana następnego dnia było wiadome, że na cały dzień jedziemy na wycieczkę do Krakowa. Marysia chciała koniecznie zobaczyć prawdziwego smoka. Może on nie jest prawdziwy, ale zieje prawdziwym ogniem. Wybraliśmy się na Wawel. Zwiedzanie zaczęło się od dziedzińca Wawelskiego, później wejście do Katedry, dzwon Zygmunta, podziemne kaplice na Katedrze na Wawelu, Uniwersytet Jagielloński, na którym studiował Papież Jan Paweł II, oczywiście ulica Franciszkańska, Ratusz i Rynek.
Ostatni dzień wyprawy w góry poświęcony był na pamiątkowe zdjęcia, zakupy i kolejny wjazd kolejką na Gubałówkę.
To był niesamowity wyjazd w góry. Na koniec Marysia stwierdziła, że wycieczka była za krótka. Góry są przepiękne i niesamowity klimat tutaj panuje.


Razem z Marysią chciałybyśmy bardzo gorąco podziękować osobom, dzięki którym wyjazd doszedł do skutku.

Serdeczne podziękowania:
Pani Marcie z Kołobrzegu - za sfinansowanie marzenia.
Właścicielom Wili ślimak - za gościnę, domową atmosferę panującą w Pensjonacie i gorące serca.
Właścicielom i Pracownikom Karczmy ślimak - za regionalne dania, które były przepyszne.
Pani Marii Rzankowskiej z Cukierni "Samanta" - za niesamowitą słodką niespodziankę.
Panu Kazimierzowi - za wyrozumiałość w czasie pobytu i za bezpieczną jazdę.
Pani Marcie Gawinie za piękne artykuły oraz Czytelnikom Kuriera Porannego, dzięki którym pobyt Marysi miał mnóstwo atrakcji.