Ten dzień miał okazać się jednym z bardziej niezwykłych dni w życiu Ani. Tego właśnie dnia zajechaliśmy po nią z samego rana do Rajgrodu, aby zabrać ją na miejsce, gdzie spełnią się jej marzenia. Miejscem tym była Galeria Mokotów w Warszawie, w której podziemiach zjeżdżali się uczestnicy  Rage Race i przygotowywali się do wyruszenia na trasę. Tam właśnie miała pojechać Ania, mała fanka motoryzacji.

       Radość zaczęła się już w drodze. Buźka Ani śmiała się radośnie, gdy tylko strzałka prędkościomierza szła do góry, rozmawiała również z mamą i naszym kierowcą, panem Kazimierzem na temat samochodów z zapałem prawdziwego znawcy.

       Ale prawdziwe szczęście zaczęło się dopiero w Warszawie, kiedy spotkaliśmy się na dworcu z naszym opiekunem, Arturem. Do gustu przypadła Ani już sama podróż przez Warszawę do Galerii Mokotów, kiedy jednak zeszliśmy już w podziemia i dziewczynka zobaczyła dwa długie rzędy najrzadszych samochodów, oczka jej rozbłysły autentycznym szczęściem.

     Wyruszyliśmy zatem w podróż między autami - Ania siadała za kierownicę najbardziej ekskluzywnych Viperów, Porsche, Ferrari czy BMW. Właściciele nie mieli nic przeciwko, przyjmowali Anię z wielką życzliwością, niektórzy nawet wręczali jej małe podarunki. Dziewczynka spotkała się również z obecnym na  Rage Race Jerzym Dziewulskim i jako pierwsze dziecko zasiadła w jego Ultimie GTR, samochodzie  o mocy 800 KM. Zespół zaś kobiecego portalu motoryzacyjnego Motorcaina zabrał Anię na przejażdżkę swoim BMW po parkingu.

      Najwięcej radości dało Ani jednak spotkanie z panem Michałem, właścicielem Corvetty z silnikiem o mocy 600 KM. Ania mogła usiąść za kierownicą i nacisnąć pedał gazu. Ryk silnika zwabił wszystkich, na czele z fotografami. Przez małą chwilę Ania wyglądała jak prawdziwa gwiazda, siedząc w samochodzie pod obstrzałem aparatów, a komentarze innych gości mówiły wyraźnie, jak bardzo jej zazdroszczą.

      To jednak nie był jeszcze koniec atrakcji - tym samochodem bowiem Ania wyruszyła na przejażdżkę po Warszawie, a jej mina, z jaką wróciła świadczyła dobitnie, że była to udana podróż.

      Z podobną miną Ania obserwowała wyjazd uczestników na trasę. Stanęła przy samej drodze i podziwiała każde auto po raz ostatni, a oczka jej błyszczały radośnie.

      Na sam koniec zaś nasz opiekun Artur zabrał nas na przejażdżkę po Warszawie. Pokazał nam miejsca znane i zabytkowe, oraz, co o wiele bardziej ucieszyło Anię, miejsca, gdzie można spotkać inne markowe i drogie samochody.

       I chociaż ponowna podróż pociągiem była długa i męcząca, to jednak Ania wciąż z tym samym blaskiem w oczach rozpamiętywała wydarzenia całego dnia, pokazując wyraźnie, że właśnie stał się mały, wielki cud - cud spełnionego marzenia.