Ledwie Sylwia wypowiedzia┼éa swe najskrytsze ┼╝yczenie, a ju┼╝ znalaz┼é si─Ö Kto┼Ť, kto postanowi┼é je spe┼éni─ç. Najpierw zapad┼éy ustalenia, potem poszukiwania i wnet pojawi┼é si─Ö w┼éa┼Ťciwy konik. W pi─ůtek nast─ůpi┼éa przemi┼éa wizyta u Sylwunii wraz z kucykiem (póki co, jeszcze w wersji zdj─Öciowej), a┼╝ wreszcie nadesz┼éa sobota... Dzie┼ä zapowiada┼é si─Ö wspaniale. Krystalicznie czyste niebo, cudowne ciep┼ée s┼éo┼äce, delikatny pa┼║dziernikowy wietrzyk, a wszystko otoczone pi─Ökn─ů jesienn─ů sceneri─ů.

Do rzeczonych Cikowic docierali┼Ťmy z ró┼╝nych stron ┼Ťwiata - Pan Jacek z Rodzin─ů z Bytomia, pa┼ästwo Skorupscy i konik spod Warszawy, a my, wolontariuszki cztery (a nawet wolontariuszek pi─Ö─ç) z naszego Krakowa. Nieustanny kontakt telefoniczny mia┼é zagwarantowa─ç przybycie wszystkich zaanga┼╝owanych na czas oraz dochowanie Wielkiej Marzeniowej Tajemnicy... Wczesnym sobotnim popo┼éudniem w uroczystej kawalkadzie (z┼éo┼╝onej z trzech samochodów i konika) dotarli┼Ťmy do domu marzycielki.

A tam w ogrodzie czeka┼é ju┼╝ rozbawiony t┼éum go┼Ťci. A na jego czele niczego niespodziewaj─ůca si─Ö Sylwia...Wi─Öc wje┼╝d┼╝amy do ogrodu, wysiadamy, wymieniamy z Pani─ů mam─ů porozumiewawcze spojrzenie (jedno, drugie, trzecie...). Sylwia, jak zaczarowana, spogl─ůda to na nas, to na przyczepk─Ö... Spogl─ůda z niedowierzaniem...

A po chwili pytaj─ůco szepcze: "Konik? Dla mnie konik?". I prze┼Ťlicznie si─Ö u┼Ťmiechaj─ůc czeka odpowiedzi... Ale s┼éowa ju┼╝ niepotrzebne... Jest Marzenie... Marzenie ma 9 wiosen, 130 cm wzrostu, siw─ů ma┼Ť─ç, zawadiack─ů grzyw─Ö i przepi─Ökne br─ůzowe oczy...

Nast─Öpuje powitanie Sylwii z konikiem, potem zmiana konikowego imienia. Od dzi┼Ť b─Ödzie nazywa┼é si─Ö Mustang. Sylwia to┼╝samo┼Ť─ç mu zmieni┼éa, bo taki kaprys mia┼éa. A co tam - ma┼ée ksi─Ö┼╝niczki przecie┼╝ mog─ů mie─ç kaprysy... Jak ju┼╝ konik si─Ö przywita┼é, pocz─ů┼é zaspakaja─ç swój g┼éód i nast─ůpi┼éo pierwsze skubanie trawki. A potem by┼éo nieustanne pozowanie do zdj─Ö─ç ró┼╝nych - ┼Ťmiesznych, powa┼╝nych, rodzinnych, fundacyjnych, gazetowych... Potem pierwsza konna przeja┼╝d┼╝ka Marzycielki.

G┼éaskanie, przytulanie, poznawanie - w ko┼äcu wpierw trzeba si─Ö oswoi─ç z w┼éasnym Marzeniem. By┼éo te┼╝ uroczyste ogl─ůdanie Mustangowego mieszkania - ach, jakie┼╝ ┼Ťliczne mieszkanie - zachwycano si─Ö co chwilk─Ö, bo na drzwiach stajenki zawis┼é obrazek (oczywi┼Ťcie z wizerunkiem konika) w┼éasnor─Öcznie przez Sylwi─Ö uczyniony, a w okienku kolorowa (znowu konikowa) naklejka.

Nast─ůpi┼éo jeszcze uroczyste przekazanie mi┼éej lektury o konikach i uprz─Ö┼╝y dla Mustanga - Pan Jacek Dobrodziej - zadba┼é o wszystko...

Potem Sylwia wraz z siostrzyczk─ů Iz─ů zabra┼éy swoich go┼Ťci na wycieczk─Ö po ca┼éym domostwie (i ogród i domek), gdzie wszystkie Ich zwierz─ůtka mieszkaj─ů... Ach, kogó┼╝ tam nie ma... Zaprawd─Ö, imponuj─ůcy to zwierzyniec...

A potem po cz─Ö┼Ťci oficjalnej, rozpocz─Ö┼éy si─Ö przyjemno┼Ťci w cudownym jesiennym ogrodzie. Pyszne pyszno┼Ťci, radosne rozmowy, dzieci─Öce krzyki i nieustanny g┼éo┼Ťny ┼Ťmiech...

A┼╝ w ko┼äcu niechciany, ale obowi─ůzkowy powrót do domu...

Dzi─Ökujemy:
- Panu Jackowi Kocotowi za spełnienie marzenia Sylwii,
- Panom Kazimierzowi Ma┼äkowskiemu, Adamowi Kocotowi, Mariuszowi Góralczykowi i Paw┼éowi Czernickiemu za ufundowanie uprz─Ö┼╝y dla Mustanga,
- Państwu Skorupskim z Warszawy za bezpłatne przywiezienie kucyka,
- Pani red. El┼╝biecie Borek z Dziennika Polskiego za "patronat medialny" nad marzeniem oraz wspóln─ů podró┼╝.