W poniedziałek 19.07.2010 r. spotkaliśmy się bardzo wcześnie rano, a właściwie to jeszcze w nocy. O godzinie 02:30 stawiłam się pod domem mojego marzyciela Łukasza. Ujrzałam na wpół śpiącego chłopca wraz z całą rodziną, czyli mamą Izą, tatą Mariuszem i siostrą Anią. Po załadowaniu wielkich walizek do busa, wyruszyliśmy w drogę do Berlina. W trasie wszyscy spali, gdy się obudziliśmy naszym oczom ukazało się lotnisko Berlin Tegel. To właśnie w tym miejscu rozpoczęła się wielka, wymarzona podróż Łukasza.

Komplikacje są nieodłącznym elementem podróży. Tak było też tym razem. A mianowicie nie mogliśmy się odnaleźć na tym wielkim lotnisku. Ja, Ania i Łukasz lataliśmy po całym obiekcie szukając odpowiedniej bramki. Przy okazji Łukasz miał okazję zwiedzić calutkie lotnisko;) Troszeczkę czasu minęło zanim odnaleźliśmy terminal C, już zaczęłam się martwić, że nie zdążymy na samolot. Ale na szczęście wszystko się udało. Odetchnęliśmy z ulgą gdy siedzieliśmy wygodnie w samolocie i szykowaliśmy się do startu. Lot był bardzo spokojny i przyjemny. Zjedliśmy śniadanko, Łukasz złożył model samolotu, który dostał na pokładzie i podziwialiśmy piękne widoki zza okna. Nim się obejrzeliśmy byliśmy już nad Paryżem i podchodziliśmy do lądowania. Niewiele czasu później, jechaliśmy już ulicami tego ogromnego miasta. Dotarliśmy do hotelu, chwilę poczekaliśmy na pokoje i nareszcie była chwilka na mały odpoczynek. Przebraliśmy się i ruszyliśmy zjeść obiad i przy okazji zwiedzić okolicę. Następnie, zmęczeni i niewyspani, ale za to szczęśliwi wyruszyliśmy do centrum Paryża. Pierwszym zabytkiem jaki ujrzeliśmy był Łuk Triumfalny, który oczarował nas swoją wielkością i potęgą. Od Łuku ruszyliśmy na zdobycie Pól Elizejskich. Ta długa ulica okazała się ciężka do przejścia z powodu okropnego upału. Ale udało nam się przejść całą, podziwiając wystawy markowych sklepów. Doszliśmy do dzielnicy „Invalides" i po raz pierwszy troszkę się zgubiliśmy;) Ale bardzo pomocni Panowie Policjanci wskazali nam drogę do kolejki RER, która zawiozła nas pod samą Wieżę Eiffel. Pod wieżą Łukasz znalazł swój wymarzony francuski beret. Widok metalowej budowli powalił nas na nogi. Była ogromna. Kolejka do wieży okazała się wcale nie mniejsza od sago zabytku. Na szczęście udało nam się jej uniknąć. Po wytłumaczeniu ochroniarzom, że jesteśmy z Fundacji, Ci wprowadzili nas vipowskim wejściem;) Wjazd windą był dość przerażający. Najpierw wjechaliśmy na 2 piętro, a następnie na 3. Widoki były po prostu porażające. Piękna okolica widziana z góry i zachwyt na twarzy Łukasza, to niezapomniane chwile. Potem chwilę odpoczęliśmy na Polach Marsowych i ruszyliśmy powrotem do hotelu. Dzień był bardzo intensywny i męczący, nic wiec dziwnego, że szybko poszliśmy spać.

Kolejny dzień rozpoczęliśmy pysznym śniadankiem w hotelu. Najedzeni wyruszyliśmy na kolejne podboje stolicy Francji. Zaczęliśmy od Panteonu, gdzie zobaczyliśmy grobowce takich osobistości jak: Maria Skłodowska - Curie, Viktor Hugo, czy Alexander Dumas. Prosto z Panteonu poszliśmy do Ogrodu Luxemburskiego. Tam, w bardzo przyjemnej atmosferze, przy dźwiękach orkiestry, zjedliśmy lunch. Łukasz pobawił się na olbrzymim i nowoczesnym placu zabaw. Całe dnie spędzaliśmy na zwiedzaniu. Wracaliśmy do hotelu bardzo zmęczeni. Ale to co zobaczyliśmy było tego warte. Wywieźliśmy z Paryża niesamowite wspomnienia. Oczywiście nie udało nam się zobaczyć wszystkiego, doba okazała się dla nas za krótka;) Gdybym miała opisywać każdy dzień drobiazgowo i szczegółowo to zapewne zabrakło by mi miejsca, przecież tyle się działo.

Moim najpiękniejszym wspomnieniem jest radość Łukasza, gdy zwiedzaliśmy coraz to piękniejsze miejsca. Z przyjemnością obserwowałam reakcje dziecka, któremu spełnia się marzenie, marzenie które jeszcze niedawno wydawało mu się nie do spełnienia. Łukaszek jest doskonałym dowodem na stwierdzenie, że warto marzyć i wierzyć, że jeśli bardzo się czegoś pragnie to jest to możliwe. Więc pamiętajmy, że WARTO MARZYĆ, BO MARZENIA SIĘ SPEŁNIAJĄ.

Autor: Magda