W końcu nadszedł ten dzień, dzień wyjazdu. 9 października około 15 spotkałam się z Beatą, jej mamą, babcią i najlepszą przyjaciółką na warszawskim lotnisku skąd przed 17 wyleciałyśmy do Palma de Mallorca. Doleciałyśmy bardzo późno, więc rozpoznanie okolicy przeprowadziłyśmy dnia następnego.

Na śniadanie wstałyśmy wcześnie, by jak najlepiej wykorzystać te kilka dni. Zachwycił nas widok morza i plaży widzianych z okien stołówki... I tak juz po 10 opalałyśmy się i kąpałyśmy w niezwykle przejrzystym, ciepłym i słonym morzu, podziwiając pływające przy dnie rybki. Pierwszy dzień naszej eskapady upłynął leniwie, głównie na morskich kąpielach, opalaniu i podziwianiu okolicy. Wieczorem zaś postanowiłyśmy pospacerować po centrum stolicy Majorki, czyli Palma de Mallorca. Tam delektowałyśmy się widokami pięknie oświetlonej katedry, wąskich, klimatycznych uliczek...

W poniedziałek po śniadaniu pojechałyśmy do Marineland, gdzie miałyśmy zobaczyć wymarzone delfiny. Dały naprawdę wzruszające przedstawienie i wydały się nam wszystkim bardzo przyjaznymi zwierzętami. Równie zabawne show przedstawiły foki. W owym parku można też wziąć udział w występie papug, a także obejrzeć różne inne zwierzęta, jak np. pingwiny, płaszczki, rekiny...
Po wizycie w Marineland, piękna aura zachęciła nas do odwiedzenia Western Park, czyli całkiem okazałego parku wodnego, w którym nasza Marzycielka wraz z koleżanką zjeżdżały na rozmaitych zjeżdżalniach, pływały w basenach itd.
Następnie przyszedł czas na spacer po mieście Magaluf i zakup pamiątek.

Wtorek, podobnie jak niedzielę, zaczęłyśmy od plażowania. Po południu zaś znowu odwiedziłyśmy Magaluf, jednak tego dnia wsiadłyśmy na katamaran o wdzięcznej nazwie Dolphin (Delfin), by popływać po okolicznych zatoczkach, obejrzeć ląd Majorki z innej perspektywy. Tę wyprawę wspominamy bardzo miło dzięki pięknym widokom i sympatycznej obsłudze statku. Wieczór upłynął na kolejnym spacerze po Magaluf, ale też na kąpieli w morzu, które Marzycielka bardzo polubiła, i z którego ciężko ją było wyciągnąć w trakcie całego pobytu :)

Środa zaczęła się wcześnie jako że chciałyśmy zmieścić w tym dniu kilka atrakcji. Po pierwsze odwiedziłyśmy Palma Aquarium mieszczące się w mieście El Arenal. Składa się ono z kilku części, które zwiedza się po kolei, i w których znajdują się akwaria (niekiedy olbrzymie) z morskimi zwierzętami z różnych zakątków świata. Oprócz zwierząt w akwariach można podziwiać np. koralowce co razem daje niezapomniane wrażenia. Na mnie osobiście największe wrażenie zrobiło największe akwarium, tzw. Blue Aquarium, czyli Niebieskie Akwarium, w którym pływały rekiny. Po wyjściu z wodnego świata udałyśmy się... nad wodę bez której Beatka nie była w stanie przeżyć ani dnia. W środę więc opalałyśmy się na plaży w El Arenal, nieco innej niż nasza hotelowa plaża czy plaża w Magaluf - zdecydowanie większa i mniej zaludniona. Po kąpieli z kolei udałyśmy się z powrotem do centrum Palmy, by zwiedzić najsławniejszy zabytek miasta, czyli Katedrę. Oczarowane jej ogromem i pięknym wnętrzem, spacerowałyśmy do przystanku, by powrócić na ostatnią noc do hotelu.

W czwartek rano zaczęło padać, więc nie było nam aż tak bardzo szkoda opuszczać wyspę. Po kilku godzinach lotu byłyśmy w Warszawie, która powitała nas pięknym słońcem. Na lotnisku czekała na nas Małgosia Kożuchowska, która ze swoim mężem postanowiła spełnić marzenie Beatki. Dzięki temu spotkaniu Beata miała szansę osobiście podziękować za spełnienie marzenia i podzielić się wrażeniami. Ten wyjazd dostarczył nam wszystkim niezapomnianych doznań, a Marzycielce mam nadzieję najwięcej.

Jeszcze raz dziękuję w imieniu Marzycielki, jej rodziny, koleżanki i swoim za cudowny wyjazd, a także Fundacji Mam Marzenie za realizację marzenia.