Długo czekaliśmy, ale w końcu udało się. Spakowaliśmy walizki i ruszyliśmy z Kamilem oraz jego mamą ku przygodzie, ku włoskiej motoryzacji. Z Warszawy, lecieliśmy do Bolonii. Kamil oraz jego mama pierwszy raz lecieli samolotem, więc nie odrywali wzroku od okna i rozpościerających się pod nami i przed nami niesamowitych widoków. W Bolonii Monika, zawiozła nas do hotelu w Modenie, a wieczorem podczas wspólnej kolacji poznaliśmy jej męża Daniela, który zabrał nas do salonu samochodowego, żeby pooglądać to, co chłopcy lubią najbardziej, czyli samochody drogich marek. Monika i Daniel mieszkają we Włoszech; bardzo nam pomogli podczas całej naszej wyprawy.

Następnego dnia czekało nas Maranello, muzeum Ferrari. Tuż przed wejściem do muzeum można było wsiąść do jednego z bolidów, więc Kamil na przemian z Danielem chętnie wciskali się w fotel. W samym muzeum niestety nie można było dotykać eksponatów, ale wszyscy robiliśmy zdjęcia, nie mogąc nadziwić się pięknej czerwieni pojazdów. Niewiarygodna była też prędkość z jaką na torze testowym dla Ferrari jeździło jakieś "wypasione cacko", zapierając dech wszystkim oglądającym.

Po porannych przeżyciach z Ferrari udaliśmy się na zwiedzanie Modeny. Piękna katedra, Akademia Wojskowa i niesamowity urok włoskich uliczek, zachwyciły nas bardzo. Nie uszły naszej uwadze kolorowe wystawy sklepowe, a szczególnie perfumerie, gdzie Kamil testował na sobie wszystkie najpiękniejsze zapachy świata.

Kolejny dzień był tym najważniejszym, tak długo wyczekiwanym dniem spełnienia marzenia. W Sant'Agata Bolognese przywitała nas Cristina, nasza przewodniczka po Lamborghini. W mensie pracowniczej poczęstowano nas pysznym włoskim obiadem, a "na deser" Kamil mógł wybrać sobie gadżety z logiem Lamborghini. Potem poszliśmy do muzeum, gdzie Kamil fotografował bez przerwy, wsłuchując się bacznie w opowieść Cristiny, o historii firmy oraz o szczegółach związanych z tworzeniem poszczególnych modeli. Kolejnym etapem było zwiedzanie fabryki Lamborghini. Tam, przechodząc od stanowiska do stanowiska, poznawaliśmy tajniki tych najsłynniejszych na świecie aut. Wszystko jest w nich najwyższej marki, od elementów mechanicznych po wykończenie. Bo wszystko jest przecież ważne, nawet kolor skóry na fotelach. Kiedy Kamil wybrał swój ulubiony kolor, dostał w prezencie... nie, oczywiście, że nie Lamborghini, tylko logo firmowe wybite na kawałku skóry, którą wyściela się fotele.

Po zwiedzeniu fabryki na Kamila czekało.... piękne, szare Lamborghini przygotowane do jazdy z marzycielem. Podekscytowany Kamil zasiadł na fotelu obok kierowcy. Uśmiechnięty machał do nas zza szyby, gdy nagle z piskiem opon samochód ruszył. Ruszył taaak szybko, że właściwie można powiedzieć... zniknął. Po 20 minutach Kamil szczęśliwy wysiadł z auta i na pytanie: "Jak było?" , odpowiedział krótko: "Bosko". Potem były zdjęcia naszego uśmiechniętego od ucha do ucha pasażera Lamborghini. Jeszcze tylko dyplom, podziękowania, hasło - "Kamil, nie przestawaj marzyć" i popędziliśmy, trochę wolniejszym niż Lamborghini autem Daniela, do hotelu. Cały wieczór przeżywaliśmy spełnione marzenie, a Kamil wspominał hałas silnika Lamborghini, który był dla niego jak sam określił "muzyką dla uszu".

Ostatni dzień przed wyjazdem, to w dalszym ciągu motoryzacja. Odwiedziliśmy prywatne muzeum Maserati, i fabrykę Maserati, gdzie Kamilowi udało się jeszcze zasiąść fotelu kierowcy i z uśmiechem pozować do zdjęć. Kolejną atrakcją okazało się muzeum Stanguelliniego. Kamil zaglądał do wnętrza każdego auta, podziwiał precyzję z jaką wiele pokoleń konstruktorów i mechaników tworzyło historię motoryzacji. Po wyjściu z muzeum trafiliśmy do znajdującego się obok.... salonu samochodowego BMW oraz Mini, gdzie podziwialiśmy kolejne pojazdy. Nastroje były wyśmienite, a kolacja na którą Kamil zamówił, pierwszy raz w życiu, owoce morza, przyniosła wszystkim dodatkowo mnóstwo śmiechu. Nie tak łatwo zjeść to, co wygląda na talerzu bardzo dziwnie, czego nie da się porównać z niczym, nawet z ... Lamborghini.

Wszystko co dobre szybko się kończy, ale na szczęście pozostaje głęboko w pamięci. Kamil i jego mama okazali się wspaniałymi kompanami podróży, a sam Kamil zadziwiał swoją pasją do motoryzacji i zarażał uśmiechem. To była wspaniała przygoda. Kamil, życzę Ci, żebyś nie przestawał marzyć.

Mieliśmy szczęście poznać niesamowitych ludzi - Monikę i Daniela Wiącek, którzy włożyli dużo serca i swojego czasu, żeby nam pomoc. Bardzo jesteśmy im wdzięczni. Dziękujemy również sponsorowi marzenia - Fundacji Agory, która finansowała włoską wyprawę Kamila. Dziękujemy!!!