Carl Sandburg powiedział kiedyś, że "nic się nie zdarza, jeżeli nie jest wpierw marzeniem". Jest w tym wiele prawdy. Nie wierzycie? Jeżeli przeczytacie tę relację to na pewno zmienicie swoje zdanie. Była godzina osiemnasta, piątek. Nie był to jednak zwyczajny piątek i z całą pewnością w kalendarzu pięcioletniego Łukaszka powinien być zaznaczony na czerwono. Policja na sygnale, a za nią wielki biało-czerwony autobus. Nasz Marzyciel był podekscytowany i siedząc na ramionach taty z zaciekawieniem obserwował, gdzie pojedzie nasza reprezentacja. Tłum kibiców skandował "Polska! Polska!". Łukasz jest bardzo nieśmiałym chłopcem, ale widać było, że on również, gdzieś w sercu, krzyczy "Polska jest najlepsza". Po chwili przyszła do nas Pani Marta Alf, która była "dobrym duchem" tego marzenia. Wchodząc na stadion minęliśmy się ze Słoweńcami - rywalami Polski w sobotnim meczu. Setki kamer, reporterzy, największe stacje telewizyjne - to robiło wrażenie. Chyba nikt z nas nie widział tyle mediów w jednym miejscu. Kiedy tak staliśmy na ogromnej zielonej murawie aż zapierało dech w piersiach. W okamgnieniu na stadionie pojawili się piłkarze - idole naszego Marzyciela. "Patrz, Smolarek" - krzyknęła mama naszego Marzyciela. Wszyscy byliśmy podekscytowani zetknięciem z gwiazdami futbolu, ale najbardziej zaciekawiony był Łukaszek. Z wielką pasją przypatrywał się każdemu ćwiczeniu, każdemu podaniu piłki, każdej, nawet najkrótszej akcji z udziałem polskich sportowców. Na twarzy chłopczyka jakby malowało się zdanie: Fajnie byłoby pokopać sobie taką piłkę! I jakby za działaniem czarodziejskiej różdżki pod nogami Marzyciela pojawiła się miniaturka prawdziwej piłki, którą podarował brzdącowi przedstawiciel firmy Puma. Teraz Łukasz mógł pokazać, na co go stać! Z niedowierzaniem patrzyliśmy, jak "młody zawodowiec" gra ze swoim tatą. Tego nie da opisać się słowami! Te precyzyjne kopnięcia, ta siła i ten błysk w oku - wszyscy byli w ogromnym szoku, że taki malutki chłopiec potrafi grać jak pierwszoligowy piłkarz. Nasz "aniołek" - pani Marta, przyprowadziła do naszego Marzyciela kontuzjowanego Pawła Brożka, który niestety nie mógł uczestniczyć w treningu. Łukasz był tak oszołomiony, że widzi przed sobą prawdziwego piłkarza, że nie mógł nawet ruszyć się z miejsca. Jednak to dopiero początek. Z wizytą przyszedł Marcin Wasilewski, który namówił malca na wspólną grę. Onieśmielony chłopiec zgodził się zagrać, ale w trójkę - razem z tatą. Następnie podbiegł Ebi Smolarek - ogromny autorytet Łukaszka. Mistrzu, to jak? Pogramy? - zaczął rozmowę jeden z najlepszych polskich piłkarzy. Marzyciel nie mógł uwierzyć własnym oczom, kto przed nim kucnął. Onieśmielony widokiem tylu wspaniałych sportowców chłopiec schował się w ramionach taty. Nagle wokół naszego młodego sportowca pojawiała się cała kadra. Zdjęcia, wpisy do albumu, autografy na koszulce - piłkarze z uśmiechem tworzyli pamiątki dla malucha. Przyszedł czas pożegnania. Ze łzą w oku Łukaszek machał odjeżdżającym piłkarzom, licząc, że jeszcze kiedyś będzie mógł obcować z polską reprezentacją. To jednak nie był koniec zabawy! Łukasz razem ze swoimi rodzicami udali się na murawę i w świetle jupiterów podawali sobie piłkę i strzelali gole. Widok malutkiego Łukasza na ogromnym stadionie był nieprzeciętny! Muszę przyznać, że ja nie zauważyłem różnicy w tym, jak grał nasz Marzyciel, a jak grali piłkarze. Sądzę, że w najbliższym czasie PZPN zgłosi się do chłopca i zacznie z nim współpracę, bo w innym wypadku będzie to wielka strata dla polskiego sportu. Już teraz wierzycie, że aby coś się zdarzyło, musi być najpierw marzeniem? Łukasz na początku marzył o spotkaniu i grze z polską reprezentacją, a później się to spełniło. Nasz największy piłkarzu, nie przestawaj nigdy marzyć!

Specjalne podziękowania:

Gorąco dziękujemy Pani Marcie Alf za ogromny wkład włożony w realizację tego marzenia. Dziękujemy również piłkarzom Polskiej Reprezentacji za to, że sprawili, iż Łukasz uwierzył w moc marzeń! Jesteście wielcy!