Koniec czerwca miał być dla naszego marzyciela czasem spełnienia marzenia, jakim był wyjazd do Safari Parku. Czekając na gdańskim lotnisku zastanawiałem się, czy pogoda w Wielkiej Brytanii nam dopisze, gdyż w Polsce niebo było zachmurzone i temperatura wahała się w granicach dwudziestu stopni, ale nic trzeba być dobrej myśli w końcu to spełnienie marzenia Nikodema. Jak tylko zobaczyłem Nikodema i jego tatę na lotnisku już wiedziałem, że nawet gdyby padało i wiało to marzenie się spełni, a nad nimi będzie świecić słońce. Odprawę przeszliśmy bez większych ;) problemów. Miejsca zajęte można startować i podziwiać widoki z okien samolotu aż do samego lotniska Liverpoolu. Przed lotniskiem nie obyło się bez pamiątkowego zdjęcia z Żółtą Łodzią Podwodną, niedaleko której miał podjechać po nas transport do hotelu. Droga do hotelu minęła nam niesamowicie szybko, a zapewniła nam to Pani Amelia kierowca. Na miejscu czekała na nas już Paula z córeczką. Paula opiekowała się nami w UK i to dzięki niej i jej córeczce Nikodem spędził dwa dni marzycielsko i wesoło. Ze względu na późną porę umówiliśmy się na dzień jutrzejszy i skierowaliśmy swe kroki do pokojów i łóżek hotelowych, aby nabrać siły przed atrakcjami dnia następnego. Obawy o pogodę rozwiały się już z samego rana, gdy ciepło panujące na zewnątrz obudziło mnie, a przez ścianę usłyszałem jak Nikodem już dokazuje. Po typowym angielskim śniadaniu udaliśmy się na spacer ulicami Werrington celem odnalezienia sklepu, w którym mogliśmy poczynić zapasy na dwa dni w postaci wody i soków oraz żywności, aby nie opaść z sił. Gdy zapasy zostały już zrobione, zadzwoniła Paula iż jedzie po nas. Właśnie teraz miało się dopełnić marzenie Nikodema. Po dotarciu na miejsce, zakupieniu biletów i krótkim instruktarzu od pracowników parku przekroczyliśmy bramę Knowsley Safari Park. Zwiedzanie zaczęliśmy od Drive Safari poruszając się tylko i wyłącznie samochodem czasem otwierając okna. Nikodem nie mógł się nadziwić widząc, jak zwierzęta chodzą wokół prawie jak na wolności. Wielbłądy, antylopy wszystkie była na wyciągnięcie ręki. Gdy dwa z odpoczywających nosorożców zaczęły się denerwować to trzeba było zjechać im z oczu. Więc udaliśmy się do zebr schowanych w cieniu, aby następnie wjechać w obszar zamknięty płotami z pracownikami parku stojącymi przy bramie. Okazało się iż to miejsce gdzie małpy maja swój wybieg. Nie było granicy śmiechu, gdy stado małp obsiadało jeden samochód po drugim i płatało małpie figle. Nawet załapaliśmy się na tort lodowo owocowy dla małp. Z Nikodememe wymmyśliliśmy, że jedna z nich miała urodziny, lub dostały taki tort aby się ochłodzić. Na zewnątrz było około 30 stopni w cieniu, ale my mieliśmy komfortowe warunki w klimatyzowanym aucie Pauli. Małpy się z nami pożegnały, jeszcze mogliśmy przez chwilę zerknąć jak się bawią przez płot okalający ich wybieg, minęliśmy stado jeleni, przejechaliśmy przez wybieg dla bizonów i wtedy zobaczyłem ten błysk w oku Nikodema! Ożywił się jeszcze bardziej, bo właśnie wjeżdżaliśmy w strefę króla zwierząt czyli lwa. Jechaliśmy powoli, aby żaden lew na nas się nie rzucił, a tutaj nie ma żadnego. Już na twarzy Nikodema miała się pojawić podkówka, gdy tu nagle: Ooo, tam są, śpią!!!. Faktycznie na wzniesieniu leży lew i opala się wśród drzew. "Widziałem lwa!" krzyknął Nikodem i zawarczał tak, że nawet lwa by przeraził. Pożegnaliśmy lwy, niech śpią. Znów wjechaliśmy na wybieg dla wielbłądów i wyjechaliśmy z Drive Safari. Następnie udaliśmy się na parking rozprostować kości, aby adrenalina nie spadła, skierowaliśmy się do Knowsley Safari Experience, gdzie znów mnóstwo atrakcji czekało na Nikodema. Zwiedzanie groty nietoperzy, poszukiwanie wilków (nie znaleźliśmy ani jednego, wszystkie pochowały się w norach przed wszechogarniającym gorącem), pamiątkowe zdjęcie i wręczenie dyplomów w dżipie. Załapaliśmy się na pokaz tresury drapieżnych ptaków takich jak orzeł, sęp i sowa a że czas nas zaczął powoli gonić szybko udaliśmy się na ostatnią transakcję w Safari Park, gdzie był to pokaz lwów tym razem morskich. Po skończonym pokazie, zakupie pamiątek, jeszcze pamiątkowe zdjęcie i przestąpiliśmy próg Safari Parku udając się do hotelu. A że nie było jeszcze za późno wskoczyliśmy do Parku i Nikodem wraz z córeczką Pauli mogli wyszaleć się na terenach zielonych. Temperatura odpuściła już trochę i przyjemnie się spacerowało patrzyło jak Nikodem jest szczęśliwy. Nadszedł wieczór i upragniony wypoczynek. Nikodem jeszcze długo nie mógł zasnąć pod wpływem emocji, a sny miał zapewne pełne zwierząt. W niedzielę po śniadaniu zebraliśmy się i wraz z Paulą udaliśmy się do Walton Hall and Gardens, gdzie również były zwierzęta tylko trochę mniejsze: pawie, kozy, lamy i wiewiórki. Spacerując po parku zostawiliśmy swój ślad w postaci odkrycia skrytki z geocachingu. Obowiązkowa fotka w charakterystycznej czerwonej budce telefonicznej i przy przepięknej złotej bramie. Nastąpił czas pożegnania i opuszczenia Liverpool Airport z godzinnym opóźnieniem, ale pełni dobrych wibracji udaliśmy się do Gdańska.

Nikodem dziękuję za wspaniałe chwile spędzone podczas spełnienia Twojego marzenia i pamiętaj nigdy nie przestawaj marzyć.