To był iście bajeczny dzień! Po południu udałyśmy się do urokliwej miejscowości Kargowa. Dotarłszy na miejsce, zastałyśmy już trwające w najlepsze prace w pokoiku Lenki. Panowie z firmy meblowej zmontowali już nie tylko dziecięce mebelki, ale także powiesili żyrandol i firanki. My same nie miałyśmy już zbyt wiele do poprawienia - jedynie kilka „księżniczkowych” dodatków i ponownie ruszyłyśmy w drogę.

Z kostiumami udałyśmy się tym razem po naszego księcia Marcela, czteroletniego kuzyna Lenki będącego dla niej prawie jak rodzony brat. Marcel okazał się nie tylko godny miana księcia, ale i małego rycerza-obrońcy naszej bohaterki. On w swoim rycerskim kostiumie, koronie na głowie i w towarzystwie dwóch dam dworu, a także szofera książęcej limuzyny ruszył w dalszą drogę po Lenkę, która ten dzień spędzała u swoich dziadków.

Na miejscu spotkaliśmy oszołomioną i lekko onieśmielona dziewczynkę, niespodziewającą się takiej gwardii pod swoimi drzwiami. Gdy tylko nas zobaczyła, przytuliła się do swojej mamy i wiedziała już, że coś musi być na rzeczy. My, damy dwóru wręczyłyśmy jej strój księżniczki Elzy. W tajemnicy mogę zdradzić, że był on strzałem w dziesiątkę ;) Dowiedziałyśmy się od mamy dziewczynki, że gdy tylko wyszłyśmy z pokoju, Lenka cichutko zapytała czy może zatrzymać swoją suknię.

Już na zewnątrz domu zostaliśmy zaatakowani przez naszych "fotoreporterów", na co pięknie ubrana Lenka chętnie przytsała. Jak się okazało nasza książęca gwardia była tak wielka, że żadna limuzyna nie była już wystarczająco pojemna, by nas zabrać. Zadzwoniliśmy więc po odsiecz i już w komplecie udaliśmy się do naszego celu.

Na miejscu nawet nie musieliśmy Lenki nigdzie prowadzić; jej mały książę już w drodze uchylił jej rąbka tajemnicy. Jak się jednak okazało nie powstrzymało to wcale Lenki przed szokiem i onieśmieleniem, jakie otrzymaliśmy z jej strony. Zwykle szalona i gadatliwa dziewczynka zamieniła się w milczka. To było coś! Przez kilka chwil wszyscy w napięciu czekaliśmy na to, co powie - czy nasze starania przyniosły zamierzony efekt?

Jak się okazało - pokoik księżniczki został oceniony jako "ładny". Niby tak proste słowo, lecz w tamtej chwili z niejednego serca spadł wielki kamień. Zaskoczenie Lenki trwało jeszcze dobrych kilka chwil, zawstydzona dziewczynka powoli oceniała każdy detal pokoju, jakby kalkulując w głowie swoje emocje. Zaniemówienie dziewczynki na szczęście nie trwało wiecznie - uratowała nas zażarta walka na balony, w której brali udział nie tylko wolontariusze, rodzina Lenki, lecz nawet nasi niezastąpieni technicy.

Od tej chwili na twarzy Lenki ukazywały się wcześniej skrywane emocje i czysta dziecięcą radość. Jeszcze przed naszym wyjazdem w książęcej komnacie Lenki zadomowiło się małe pluszowe zoo, a nawet królik Staś, który wykicał już sobie niejedną kryjówkę :) Dziewczynka jest bowiem wielką miłośniczką zwierząt i opowiedziedziała nam o wszystkich zwierzakach w rodzinie, nie tylko tej nablliższej ;)  

Bransoletki, które dostałyśmy na pamiątkę od mamy dziewczynki już zawsze będą nam przypominały o pięknych chwilach i o tym jak wielką moc mają marzenia, w które warto wierzyć, a także dzielić się nimi z innymi :)

Dziękujemy salonowi Lider Meble z Gorzowa Wielkopolskiego oraz panu Mateuszowi Hukowi za spełnienie marzenia Lenki.