Bajkowa przygoda zaczęła się już w momencie startu samolotu z lotniska w Poznaniu. Podniebne widoki - pola z kolorowych układanek i pasące się beztrosko chmurki-owieczki na bezkresnym błękicie - to doskonały wstęp do niezwyczajnych wydarzeń i towarzyszącego im ogromu wzruszeń, które miały nastąpić już wkrótce...

Wrota krainy bajek otwarły się przed Julką z samego rana, już następnego dnia po przylocie. Kolorowe budynki o najwymyślniejszej architekturze zapożyczonej z dziecięcych marzeń sennych oprawione w bujną roślinność, lśniły feerią barw. Wokół rozbrzmiewała muzyka, gwar i śmiech podekscytowanych szkrabów. Na każdym niemal kroku spotkać było można przechadzającą się w asyście grupki fanów, jakąś słynną postać z kreskówki, która z hollywoodzkim uśmiechem pozdrawiała wiwatujące lub oniemiałe z wrażenia maluchy poprzebierane w disneyowskie kostiumy.

Julka szła na czele, chcąc wyznaczać drogę i przecierać szlaki gościnnych krain. Pierwsze kroki poczyniła jednak, jak na prawdziwą małą kobietkę przystało, w kierunku sklepu z... sukienkami.

- „Jestem Elsą, przecież to ja jestem Elsą! Poproszę tę niebieską sukienkę!"

Nie pozostawiła Nam więc wyboru - kiedy czegoś naprawdę pragnie, potrafi być bardzo uparta, ale przy tym tak urocza i słodka, że naprawdę trudno Jej czegokolwiek odmówić. Julka wystroiła się w długą satynową suknię z delikatnym białym trenem przetykanym srebrną nicią... i dopiero teraz mogła iść dalej!

W różowym zamku czuła się jak u siebie w domu, w magicznym labiryncie - jak prawdziwa Alicja w Krainie Czarów, ale o największy zawrót głowy przyprawiły Ją dopiero wszelkiego rodzaju kolorowe karuzele, kolejki i wirujące filiżanki. Co to była za radość! A odpoczynek...? Jaki odpoczynek?! Kiedy jest szczęśliwa, Julka to istny wulkan energii! Ledwie z Mamą za Nią nadążałyśmy. Wszystko Ją ciekawiło, wszystkiego chciała dotknąć, poczuć, spróbować, zajrzeć w każdą dziurkę, przejść się po każdym mostku, wejść do każdego domku... A w jednym z nich na osobistą audiencję przyjęła Ją nawet sama Myszka Miki, która ucałowawszy drobną rączkę Julki, porwała Ją do tańca!

Po co jeść, po co pić, kiedy można tak wspaniale żyć? Hahaha...!!! Dwa dni to za mało, by wszystko obejść, ale w tempie Julki prawie Nam się to udało. Mijałyśmy kolejne krainy czując się tak, jakby czas nie istniał. Otaczająca Nas rzeczywistość wirowała jak w marzeniu sennym czy kalejdoskopie. Dziki Zachód, kosmos, Karaiby, bezludna wyspa, świat arabski... Od wyboru do koloru, dla każdego coś miłego... A naszą Julkę interesowało dosłownie całe to bogactwo. Wyciszała się tylko na chwilę...

Kiedy fala ludzi nagle przystawała w miejscu, a z głośników płynęła najsłynniejsza piosenka Elsy ("Let it go!"), Julka na moment zamierała, otwierała usta i okrągłymi oczami wypatrywała orszaku swojej ulubionej księżniczki. Wystarczało kilka sekund, by go dostrzegła, a kiedy Jej oczy spoczęły już na znajomej twarzy, natychmiast zaczynała tańczyć i śpiewać, pogrążona we własnym, magicznym świecie. Otoczona aurą cudowności nie reagowała na nic, wpatrzona w swoją Elsę jak w obrazek. Kiedy królewska kareta znikała za horyzontem, a tłum ludzi zasłaniał ostatni widok, powoli wracała do rzeczywistości (która też była jednak bajką!).

Można by w nieskończoność przywoływać wszystkie wrażenia i emocje Julki, bo miejsc, które zobaczyła i zwiedziła nie sposób nawet zliczyć. Zatrzymam się więc przy opisie najwspanialszej atrakcji w Disneylandzie, która okazała się być punktem kulminacyjnym tej podróży i podczas której nastąpiło właściwe spełnienie marzenia Julki - musicalowe przedstawienie w Krainie Lodu ("The Frozen").

Weszłyśmy do wnętrza przestronnego, drewnianego amfiteatru, którego scena lśniła blaskiem zamrożonego śniegu. Na gości czekały proste, drewniane ławki bez oparć, ale Nasz wzrok przykuły piękne siedziska obite błękitnym suknem, ustawione w kilku rzędach po środku widowni. Usiadłyśmy blisko nich, żeby chociaż nacieszyć wzrok, bo niestety dostęp do nich był zamknięty. Kiedy widowisko się rozpoczęło, zabrzmiały pierwsze dźwięki, a na tle zimowego krajobrazu pojawiły się pierwsze postaci, piękna służka wyłowiła Julkę z tłumu widzów i... zaprosiła Ją eleganckim gestem do wspaniałej, niebieskiej oazy! Julka nie mogła uwierzyć w swoje szczęście! Tak oto opłacił się zakup błyszczącej sukienki, bo dzięki niej Julka, podobnie jak pozostałe dziewczynki przebrane za Elsę, trafiła do królewskiej loży dla księżniczek!

Przedstawienie, w którym wystąpiła Elsa, Jej siostra Anna, bałwanek Olaf i inni ulubieni bohaterowie, było tak wzruszająco piękne, że wszystkim zgromadzonym nie raz pojawiła się łezka w oku. Ja sama kilkakrotnie przecierałam wilgotne oczy, starając się nie upuścić aparatu fotograficznego. Spróbujcie więc sobie wyobrazić, co czuła Julka, której właśnie spełniło się NAJWIĘKSZE MARZENIE. Ja nie potrafię tego opisać słowami...

„Ciociu, Ty jesteś moją piękną Roszpunką, masz takie włosy jak królewna, kocham Cię, jesteś słodziutka" - takie słowa wypowiadane przez Julkę towarzyszyły Mi przez cały pobyt w Disneylandzie, przetykane westchnieniami, śmiechem, łzami wzruszenia, śpiewem, szczebiotem i okrzykami: „Mamo, Ciociu, jak tu pięknie...!"

Dziękujemy Ci Julko za tak wspaniałe marzenie i za to, że mogliśmy je spełnić. I dziękujemy wszystkim ludziom wielkiego serca, którzy nas wspomagają, i dzięki którym nie przestajemy wierzyć w MARZENIA - one naprawdę SIĘ SPEŁNIAJĄ!