Wyobraźcie sobie, że odwiedza Was Dżin i możecie poprosić go o jedną rzecz. O co byście poprosili? Trudne pytanie, prawda? Od razu się zastanawiamy, co jest lepsze, co ważniejsze, co najtrudniejsze
i z pewnością nie uda nam się tego zrealizować. Te wątpliwości, co wybrać…

No cóż, dla Miłosza było to bardzo łatwe pytanie. Przeszło dwa lata temu zapytany przez wolontariuszy łódzkiego oddziału fundacji o największe marzenie bez chwili zawahania udzielił odpowiedzi. Zaskoczył tym samym nawet osobę, która zna go najlepiej – swoją mamę. Co piękniejsze, dwa lata później nadal
o tym marzył, a my dzięki pomocy firmy Recman zrealizowaliśmy to marzenie.

Miłosz marzył o zwiedzeniu Stadionu Camp Nou. Nasz marzyciel jest WIELKIM fanem FC Barcelony i fakt użycia przeze mnie dużych liter nie jest przypadkowy, bo w moim życiu nie spotkałam większego speca w tej dziedzinie.

1 grudnia 2015 roku z marzycielem, mamą, przedstawicielem firmy Recman – Panem Wojtkiem
i szalonymi filmowcami Philippem i Moniką wyruszyliśmy albo bardziej wylecieliśmy na podbój Barcelony! Dotarliśmy bardzo późno, zatem szybko rozeszliśmy się do pokoi, bo przecież trzeba było nabrać sił na następny dzień.

W Nasz pierwszy dzień w Barcelonie udaliśmy się na zwiedzanie stadionu. Miłosz był bardzo podekscytowany i prawie nie dał nam zjeść spokojnie śniadania. Po co marnować poranek na jedzenie, jeśli stadion czeka! Szczerze mówiąc, nie umiem oddać słowami tej radości, jaką pokazał Miłosz w tym dniu. Biegał od jednego miejsca do drugiego. Podczas zwiedzania muzeum klubu FC Barcelony nie wiedział, na które trofeum ma patrzeć, a swojej mamie kazał fotografować każdy puchar, podkreślam – każdy. Tłumaczył nam przy tym całą historię swojego ulubionego klubu. W sklepie kibica z trudem lokalizowaliśmy, gdzie jest. Jego prędkość poruszania się między regałami była zawrotna. Sam stadion zrobił również na nim wrażenie. Siedział na miejscu komentatorów, trzymał w ręku jeden z pucharów, przechadzał się po szatniach swoich idoli, a na murawę stadionu wyszedł korytarzem tak jak sam Messi! Czy ten dzień mógłby być lepszy? Otóż tak! To nie był koniec atrakcji, jakie czekały Nas w ciągu tych dwóch dni. Wieczorem udaliśmy się na mecz FC Barcelony. Dzielnie kibicowaliśmy. Miłosz znów tłumaczył nam zasady i opowiadał, co się dzieje na murawie. Zdecydowanie ja z mamą Miłosza musimy się doszkolić z wiedzy na temat piłki nożnej. Na sam koniec wyjazdu, Miłosz dostał małe prezenty – koszulkę i piłkę FC Barcelony. Następnego dnia po południu pełni energii i z uśmiechami na buziach wróciliśmy do Polski.

Były to bardzo aktywne dwa dni, ale zdecydowanie jedne z piękniejszych i bardziej magicznych. Ten błysk w oczach, ta czysta i nieskazitelna radość Miłosza z tego, że to, o czym tak długo marzył właśnie się ziszcza! Dla mnie to jest najprawdziwsze potwierdzenie, że siła marzeń jest wielka!

Dziękuję Ci Miłoszu, że mogłam przeżyć te cudowne chwile razem z Tobą. Wierzę, że nigdy nie przestaniesz marzyć. No i przypominam, że pamiętam, jakie jest Twoje następne marzenie (grać w barwach FC Barcelony). Zatem czekam na wejściówki na mecz i widzimy się za 8 lat na Camp Nou!

Dziękujemy bardzo firmie Recman. Bez państwa pomocy nie udałoby się Nam zrealizować tego pięknego marzenia.

Oczywiście chciałabym również podziękować filmowcom za upamiętnianie tych chwil. Philippe i Monika dzielnie nagrywali Naszego Marzyciela podczas wyjazdu do Barcelony. Nie możemy doczekać się zmontowanego filmu!