8 marca to ulubiona data każdej kobiety, ale od tego roku dla Arka będzie to również data wyjątkowa. My postanowiliśmy właśnie w ten dzień przyjechać do naszego marzyciela, nie z kwiatami, a z balonami wypełnionymi helem, a także z ciekawie wyglądającymi zielonymi pakunkami…



Podobnie jak podczas naszej pierwszej wizyty przed drzwiami czekał na nas tata Arka, który zaprowadził nas do jego do pokoju, była tam  prawie cała rodzina. Arek wiedział doskonale, co my u niego robimy, był jedynie zaskoczony, że tak szybko wróciliśmy, przecież zaledwie kilka dni temu powiedział nam, co mu się marzy.



Rozpoczęliśmy po kolei dawać Arkowi wszystko, z czym przyjechaliśmy. Jko pierwsze – bo widoczne z daleka, dostał balony helowe, które sprytnie przyczepiliśmy Arkowi tak, aby rozweselały widok z łóżka. Następnie Arek dostał dwa zielone pakunki. rozpoczęliśmy rozpakowywanie, najpierw od mniejszego, w którym Arek znalazł dziwnie wyglądające na pierwszy rzut oka nóżki (jak później wyjaśniliśmy statyw do aparatu) oraz futerał do… aparatu. Nie miał żadnych wątpliwości, co będzie w większym zielonym pakunku. Z błyszczącymi oczami i uśmiechem na buzi rozpoczął dobieranie się do prezentu właściwego, w którym oczywiście był mały, leciutki aparat fotograficzny. Aparat był gotowy do użycia, z kartą pamięci w środku i od razu rozpoczęła się sesja zdjęciowa. Najpierw wolontariusze, na pamiątkę tego pięknego i wyjątkowego dnia. Następnie Arek poprosił rodziców, aby się ustawili, i co zaskoczyło wszystkich, poprosił, aby rodzice się pocałowali. Radości rodziców oraz rodzeństwa nie było końca. Na koniec jeszcze krótkie pozowanie obu obecnych z nami sióstr i już wszyscy byli uwiecznieni przez nowy aparat Arka.



Nasza wizyta dobiegała końca, jednak zanim przeczytaliśmy dyplom spełnionego marzenia, Arek dostał od nas jeszcze jedną pamiątkę – wywołane zdjęcia z naszej pierwszej wizyty. Radość była ogromna, w dzisiejszych czasach tak rzadko wywołuje się zdjęcia. Na koniec została nam już tylko jedna formalność – uroczyste odczytanie dyplomu. Trzymamy mocno kciuki, życzymy jak najwięcej zdrowia i samych słonecznych dni!


Relacja: Marta