Przygoda zaczęła się od marzenia, a marzenie miało podwójną moc – Dominiki i Mikołaja. Ich wspólna podróż rozpoczęła się w sobotę 10 sierpnia. Wczesnym popołudniem wylądowaliśmy w Paryżu. Dla Mikołaja i Dominiki był to najważniejszy, bo pierwszy lot w życiu! Wrażenia niezapomniane i na szczęście ekscytujące – niestraszne były turbulencje, które towarzyszyły nam przez całą podróż.

 

Wieczorem, po chwili odpoczynku, udaliśmy się na zwiedzanie Paryża. Na wzgórze Mont Martre, na którym stoi okazała bazylika Sacre Coeur, wjechaliśmy specjalną kolejką. Widok z góry był olśniewający – w pełnym blasku rozpościerał się przed nami Paryż. Samo wzgórze było wręcz oblepione turystami, aż trudno było spokojnie przejść, aby co chwila nie wchodzić komuś w kadr – no tak, sezon turystyczny w pełni i każdy chciał nasycić oczy tak piękną panoramą i zrobić pamiątkową fotkę. Wróciliśmy do hotelu zmęczeni po wyczerpującym dniu. Nic tylko do łóżek i spać – trzeba było przecież zebrać siły przed kolejnym ekscytującym dniem.

 

Rano po śniadaniu pojechaliśmy do Disneylandu - bajkowego i szalonego świata Disneya! Nie była to moja pierwsza wizyta w tym parku, ale za każdym razem dzięki marzycielom i ich fantastycznej reakcji, czuję się jakbym przekraczała próg czegoś niesamowitego. Miałam obok siebie cztery osoby, które na przemian wzdychały „och, jak tu pięknie!”. To niesamowite przeżycie i ogromna przyjemność być osobistym przewodnikiem dla Dominiki, Mikołaja i ich mam.

 

Zewsząd otaczał nas tłum, a do każdej atrakcji wiła się dłuuuga kolejka. Na szczęście mieliśmy wyrobioną specjalną „przepustkę”, umożliwiającą wejście poza kolejnością. Pokręciliśmy się na karuzelach: latającym słoniu Jumbo, koniach, filiżankach (tylko Mikołaj), ścigaliśmy się po torze samochodowym, a Mikołaj zaliczył nawet „straszną” wyrzutnię „Space Mountain”! Objechaliśmy cały park kolejką i wtedy przekonaliśmy się jaki jest wielki – składa się z czterech krain: Adventure Land, Frontier, Fantasy i Discovery. Złożyliśmy także wizytę Królewnie Śnieżce, która oczarowała nas swoją urodą i ciepłym głosem. Największą atrakcją okazała się parada. O godz. 19 przez Main Street na specjalnych platformach jechały postaci z bajek Disneya! O godz. 20:30 zmęczeni, ale szczęśliwi opuściliśmy park i wróciliśmy do hotelu regenerować siły.

 

Następny dzień to kolejna dawka emocji. Zaraz po śniadaniu wyruszyliśmy ponownie do Disneylandu. Wizytę zaczęliśmy od Frontier Land – szaloną kolejką objechaliśmy wyspę poszukiwaczy złota, co chwila krzycząc z ekscytacji, bo kolejka z zawrotną prędkością skręcała, powoli wdrapywała się na górę, aby znowu z impetem zjechać w dół. Roześmiani ruszyliśmy dalej! Ku naszemu zaskoczeniu spotkaliśmy mnóstwo bajkowych postaci, oczywiście z każdą mamy pamiątkowe zdjęcie oraz dostaliśmy autograf! Fantastyczna okazała się wizyta u Buzza Lightera – Mikołaj został niekwestionowanym mistrzem, bo z całej naszej piątki zebrał najwięcej punktów!

 

To co najciekawsze i zapierające dech w piersiach miało się wydarzyć dopiero o godz.23… Był to multimedialny pokaz z okazji 20.lecia istnienia Disneylandu. Mimo tak późnej pory nikt nie czuł zmęczenia, ani znużenia, wręcz przeciwnie! Nigdy jeszcze nie widziałam takiego tłumu zebranego w jednym miejscu – mimo totalnych ciemności cały plac przed zamkiem był zatłoczony. Nic dziwnego, wszyscy zebrani z niecierpliwością czekali na fantastyczny pokaz sztucznych ogni, laserów, tańca fontann, które towarzyszyły wyświetlanym fragmentom bajki m.in. o Piotrusiu Panu czy Pięknej i Bestii. To było niesamowite przeżycie! Po pokazie tuż przed północą pognaliśmy na stację kolejową, aby złapać ostatni pociąg do Paryża! Na szczęście udało się, niemniej jednak już mniej szczęścia mieliśmy w samym mieście – dojechaliśmy do naszej stacji przesiadkowej, ale już po zamknięciu metra! Na szczęście udało nam się złapać (choć nie bez trudu) taksówkę, która zechciała zabrać 5 osób i wózek.

 

Rano po śniadaniu zadecydowaliśmy, że obowiązkowo musimy zobaczyć jeden z najważniejszych symboli Paryża – wieżę Eiffla! Ale zanim wyruszyliśmy do miasta czekała nas ważna uroczystość. Drżącym ze wzruszenia głosem odczytałam dwa wyjątkowe dyplomy spełnionego marzenia dla Dominiki i Mikołaja. Drobne upominki dopełniły uroczystość!

Jak się okazało ten  dzień naszej wspólnej wyprawy też obfitował w wiele atrakcji, ostatnią było wieczorne lądowanie w Warszawie. Dziękuję w imieniu naszych marzycieli i ich rodzin, wszystkim, który przyczynili się do spełnienia marzenia.

 

Relacja: Wiesia