Cóż to był za dzień – pełen przygód, niespodzianek i niezapomnianych wrażeń! W ten niedzielny, mglisty poranek razem z grupą wolontariuszek wyruszyliśmy ze Szczecina w stronę Darłowa. Nie przerażał nas siąpiący deszcz i niewysoka temperatura. Już nie mogliśmy doczekać się spotkania z naszym Marzycielem Julianem, którego marzenie miało się tego dnia spełnić – ale to jeszcze była tajemnica!
Jeszcze nie zdążyliśmy wyjechać ze Szczecina, a już zapowiadał się dzień obfitujący w niespodzianki. Jak się wkrótce okazało – pierwszym zaskoczeniem była łódka, która… dotarła na miejsce trzy godziny za wcześnie! Na szczęście udało się wszystko załatwić, choć trzeba było błyskawicznie zmienić dopięty – niemal na ostatni guzik – plan dnia.
Po długiej drodze dotarliśmy wreszcie do Głęźnowa, gdzie już czekała na wszystkich przycumowana do pomostu piękna, zielona łódka wędkarska. Lada chwila miał też zjawić się niczego niepodejrzewający Julek.
Po kilku minutach oczekiwania ujrzeliśmy wyłaniającego się zza mgły Juliana z mamą i bratem. Choć było przeraźliwie zimno i coraz większe krople deszczu zaczynały padać coraz częściej, nasz Marzyciel bez wahania zabrał ze sobą cały sprzęt do wędkowania. W końcu jechał na rodzinne łowienie rybek przy ognisku, bo taki był oficjalny (czyt. przeznaczony tylko dla Juliana) powód wyprawy do Głęźnowa.
Jednak tego dnia o wędkowaniu nie było mowy. Ach, żałujcie, że nie widzieliście miny naszego Marzyciela, gdy niespodzianka wyszła na jaw i okazało się, że właśnie został właścicielem pięknej, zielonej łódki wędkarskiej! Na twarzy Julka naprzemiennie malowało się zaskoczenie z radością!
Po pierwszych oględzinach trzeba było oficjalnie sprawdzić, czy łódka jest faktycznie taka, o jakiej chłopiec marzył i czy pomieści 5-6 osób. Na podkład wsiadł, więc nasz Marzyciel z rodzicami i bratem oraz wolontariuszka, która była święcie przekonana, że po zrobieniu wspólnego zdjęcia, będzie mogła wrócić na ląd. Ale nic z tego! Przecież na pierwszym spotkaniu Julek obiecał rejs łódką, a on – jak podkreślił – słowa dotrzymuje! I wypłynęliśmy w dziewiczy rejs po pobliskich szuwarach. Zgodnie z obietnicą łódka okazała się niezatapialna i nawet niestraszne były jej trzciny, w które uparcie wpływała.
Gdy rejs dobiegł końca, zasiedliśmy wokół ogniska, by zagrzać się, upiec kiełbaski i poznać historie wielkiej tajemnicy dotyczącej łódki. O niespodziance wiedzieli oczywiście wszyscy, oprócz Juliana. Chłopiec przyznał, że niczego się nie spodziewał, ale jest szczęśliwy. Dodał, że łódź jest taka, o jakiej marzył i nawet jej kolor mu się podoba! Obiecał, że nazajutrz z samego rana pojedzie do urzędu zarejestrować jednostkę, by móc oficjalnie zostać jej kapitanem.
Kiedy wszystkie formalności dobiegły końca i odpowiedzi na wszystkie pytania, zebranych wokół ogniska, zostały udzielone – Julek chwycił wędkę i wykorzystując okazję, poszedł złowić jakąś ładną rybkę.
A my, po wspólnym pamiątkowym zdjęciu wyruszyliśmy w drogę powrotną do naszego deszczowego Szczecina.

Drogi Julku, niezmiernie cieszymy się, że mogliśmy spełnić Twoje wyjątkowe marzenie. Mamy nadzieję, że dzięki łódce będziesz mógł nadal rozwijać swoją pasję. Życzymy Ci samych udanych połowów!

Serdecznie dziękujemy także państwu Joannie i Edwardowi Wiemann, właścicielom Ośrodka Wypoczynkowego Spławik w Głęźnowie, dzięki którym mogliśmy spędzić tak cudowny dzień, w tak wyjątkowym miejscu.