Marzenie Klaudii okazało się wielką wyprawą na koniec świata. Z samego rana w niedzielę podjechaliśmy z panem Kazimierzem (naszym niezastąpionym kierowcą) do Czarnej Białostockiej po naszą Marzycielkę i Jej rodziców. Czekali na nas gotowi przed domem. Klaudia wiedziała tylko, że jedziemy na wycieczkę, ale dokąd i po co? Gdy tylko Marzycielka zobaczyła mnie w koszulce Fundacji i samochód pełen balonów wszystkiego się domyśliła. 600 km podróży upłynęło nam na wymyślaniu pytań, które mogłybyśmy zadać Ewie Farnej. Klaudia była niesamowicie podekscytowana i cały czas nuciła pod nosem piosenki swojej Idolki. Droga była długa i na miejsce dojechaliśmy wszyscy zmęczeni. Mieliśmy jeszcze 3 godziny czasu do umówionego spotkania, więc zjedliśmy lody, pospacerowaliśmy po Piaskach (naszej docelowej miejscowości), chlapaliśmy się wodą z fontanny… Pogoda była przepiękna.

        Czas wielkiego spotkania zbliżał się wielkimi krokami i zaczęliśmy odliczanie kierując się do budynku szkoły. Obowiązkowa była wizyta przed lusterkiem w celu poprawienia fryzury i…? Weszłyśmy do Sali, która służyła Piosenkarce za garderobę. Klaudię zamurowało… Nasza gadatliwa Marzycielka, której przez całą drogę nie zamykała się buzia, która kiedy niczego nie opowiadała to coś śpiewała, w jednej chwili stała się spokojną zawstydzoną dziewczynką. Na szczęście chwila osłupienia nie trwała zbyt długo i Klaudia już po chwili wyciągnęła płytę i plakat z prośbą o podpis. Piosenkarka i Jej fanka rozmawiały o szkole, o kolegach, o kilometrach, które każda z nich musiała pokonać by dotrzeć na te spotkanie… Tematów było dużo, choć Klaudia była bardzo onieśmielona z wrażenia. Przyszła pora na zdjęcia, autografy. Spotkanie nie było długie, ale za to bardzo intensywne. Tak samo Klaudia jak i sama Ewa Farna świetnie się bawiły i bardzo miło im się rozmawiało. Niestety piosenkarkę gonił czas, bo już za 10 minut miała wyjść na scenę przed 5tysięczną publiczność, więc spotkanie zbliżało się do końca. Ostatnie pytanie: „Kiedy Ewa zagra na Podlasiu?”. Niestety nie w tym roku, ale miejmy nadzieję, że jak najszybciej. Pożegnalny uścisk i za drzwiami garderoby czekała nas kolejna niespodzianka! Całe tłumy paparazzich! I to nie czekających na Ewę, tylko na naszą Marzycielkę. Klaudia nie doszła jeszcze w pełni do siebie po wrażeniach z wymarzonego spotkania a tu dziennikarze. Pytali jak się tu znalazła, dlaczego przyjechała z tak daleka, dlaczego wybrała spotkanie z Ewą Farną, a nie z inną artystką, jak Jej się podobało, czy spełniło się Jej marzenie, jak się czuje, co chciałaby jeszcze powiedzieć Ewie… pytań było bardzo dużo, ale na każde z nich Klaudia udzieliła bardzo ładnej odpowiedzi. Mnie najbardziej ucieszyła odpowiedź na pytanie „czy spełniło się Twoje marzenie?”, bo Marzycielka odpowiedziała „oczywiście!”.

         To jeszcze nie koniec wrażeń! Czas na koncert Ewy Farnej na żywo, i to w honorowym miejscu, bo przed samą sceną, gdzie nikt nieupoważniony nie miał wstępu. Klaudia calusieńki koncert nagrała na kamerę, żeby mieć pamiątkę na zawsze. Wraz z piosenkarką śpiewała wszystkie piosenki i uśmiech nie schodził z Jej twarzyczki. Koncert trwał grubo ponad godzinę, ale Klaudii nie nudziło się wcale. Tańczyła, śpiewała, śmiała się i nagrywała film. Aż do momentu…… gdy Jej Idolka przed piosenką pt. „Cicho” powiedziała: „Ten kawałek chciałabym zadedykować Klaudii, która przejechała 600km po to, żeby się ze mną spotkać. Klaudio, dziękuję Ci bardzo, było mi bardzo miło. Ta piosenka jest da Ciebie!”. Tego dnia Klaudię zamurowało po raz kolejny. Ale było to miłe zaskoczenie. Myślę, że piosenka „Cicho” będzie od tej pory już na zawsze ulubioną piosenką Marzycielki.

         Dzień dobiegał końca, a my wyczerpani, ale zadowoleni z jego efektów, udaliśmy się do Poznania do hotelu by, choć trochę odpocząć. Czekał nas jeszcze jeden męczący dzień – 600 km podróży powrotnej.

        W poniedziałkowy poranek wyspani i po śniadaniu zapakowaliśmy się z powrotem do naszego samochodu i ruszyliśmy w stronę domu. Po drodze zrobiliśmy przerwę na lody i odwiedziliśmy Sanktuarium w Licheniu, gdzie największe wrażenie na Klaudii zrobiła wieża widokowa. Podziwiałyśmy okolicę z 31 piętra i wszystko wydawało się takie malutkie. Wieczorem dotarliśmy cali i zdrowi, pełni wrażeń i radości pod dom Marzycielki. Dostałam od Klaudii ręcznie narysowany obrazek z podpisem „dziękuję za ten wyjazd”, co było cudownym akcentem na koniec tak długiej i męczącej wyprawy. Marzenie Klaudii naprawdę się spełniło.

         Życzymy Klaudii, by nie bała się nigdy marzyć, bo jak już się przekonała – marzenia się spełniają, gdy bardzo się tego chce. Wszystkiego dobrego Klaudio! Dziękujemy za piękne marzenie!

 

          Dziękujemy serdecznie Sponsorom, którzy pomogli nam w spełnieniu tego pięknego marzenia. Przede wszystkim Ewie Farnej, za to, że zgodziła się na spotkanie i Jej menagerom, którzy pomogli nam to zorganizować. Dziękujemy również Sheraton Poznań Hotel, za możliwość odpoczynku przed długą powrotną drogą do domu. Dziękujemy wszystkim za pomoc w spełnieniu największego marzenia Klaudii.