W piękne, słoneczne piątkowe popołudnie wybraliśmy się w krótką podróż, aby spełnić marzenie Krystiana. Chłopiec od dłuższego czasu marzył o traktorze z przyczepką na akumulator.
 Gdy przyjechaliśmy do domu chłopca, najpierw przywitaliśmy się z Nim, jego rodzicami oraz starszą siostrzyczką- Natalką. Na buzi chłopca wyraźnie malował się uśmiech, a także ogromna ciekawość, gdyż pudło zawierające prezent było ogromne. Dziecko szybko zaczęło je rozpakowywać, gdyż chciało jak najszybciej zobaczyć jego zawartość. I tutaj pojawił się okrzyk radości. O takim właśnie traktorze marzył Krystian. Jak się później okazało, trafiliśmy również z kolorem maszyny. Nasz marzyciel uwielbia zielony, a traktor właśnie był w kolorze zielono - żółtym.  Jakże wielki był zachwyt ! Pudełko zwierało mnóstwo małych elementów, które należało połączyć w jedną całość, która miała tworzyć traktor z przyczepą. Na szczęście był z nami przedstawiciel płci męskiej i tata chłopca i to dzięki nim czynność ta trwało około godziny. Gdy wszystkie części znalazły swoje miejsce, Krystian mógł bez przeszkód wsiąść na swój pojazd. Niestety była już późna pora i nie było możliwości, żeby pierwsza jazda odbyła się na świeżym powietrzu. Pocieszająca wiadomość była taka, że zapowiadał się piękny, ciepły jesienny weekend. Dzięki temu Krystian mógł spędzić weekend aktywnie, testując nową maszynę. Po trudzie składania maszyny, zostaliśmy zaproszeni na kawę i poczęstunek. Po krótkim odpoczynku, zwracając uwagę na późną godzinę, postanowiliśmy ruszyć w podróż powrotną. Pożegnanie z rodziną było bardzo miłe. Krystian przytulił nas serdecznie. Jego szczery uśmiech był dla nas dowodem na to, że udało nam się Go uszczęśliwić. Rodzice podziękowali nam za przyjazd i w ramach podziękowania otrzymaliśmy 3 skrzynki pysznych jabłek. Na koniec cała rodzina odprowadziła nas do samochodu, uścisnęliśmy sobie dłonie, przytuliliśmy się z Krystianem i jego siostrzyczką, a następnie ruszyliśmy w drogę.
Podczas jazdy, w radiu usłyszeliśmy piosenkę, której fragment brzmiał: „Warto mieć marzenia...". Uśmiechnęliśmy się do siebie i w miłej atmosferze kontynuowaliśmy podróż.

 

Relacja: Ania B.