Czas, kiedy marzenia się spełniają jest zawsze wyjątkowy. Dlatego 2 października, a zwłaszcza dwa kolejne dni zostaną z pewnością na długo w pamięci Jarka. Był to bowiem czas wymarzonej i długo oczekiwanej przez chłopca wizyty w Legolandzie.

W piątkowe popołudnie spotkałam się z Jarkiem i jego mamą na lotnisku w Gdańsku. Bez pośpiechu przeszliśmy wszystkie procedury i po chwili oczekiwania ustawiliśmy się w kolejce do wejścia do samolotu. Lot do Billund - duńskiej stolicy Lego - był krótki i już po godzinie mogliśmy poczuć na twarzach duńskie rześkie powietrze. Mieliśmy to szczęście, że nasz hotel był zlokalizowany tuż obok lotniska, więc niedługo po odebraniu bagaży, byliśmy już w naszych pokojach. Jako że nie było jeszcze tak późno, udaliśmy się do centrum zobaczyć miasto. Od razu zwróciliśmy uwagę na dużą ilość zieleni oraz jej wspaniałe utrzymanie - wszystkie drzewka stały w równych szeregach, a krzewy były idealnie przycięte. Kolejną charakterystyczną rzeczą była zabudowa - zamiast wysokich bloków i szklanych wieżowców przy drodze zobaczyliśmy malutkie, niskie i z pewnością urocze domki. Samo Billund natomiast okazało się cichym, spokojnym miasteczkiem. Podczas spaceru widzieliśmy już niektóre atrakcje Legolandu zza ogrodzenia, jednak na prawdziwą zabawę przyszedł czas dopiero następnego dnia.

Sobota była dla nas wszystkich z pewnością dniem pełnym wrażeń. Chociaż poranna mgła zdecydowanie nie zachęcała do wyjścia z ciepłego hotelu, od razu po śniadaniu dzielnie ruszyliśmy w drogę do Legolandu. Już z daleka widać było sporo nadciągających rodziców wraz z dziećmi, które entuzjastycznie zmierzały ku ogromnemu wejściu. Nie mniejszy entuzjazm krył się również w Jarku, który jednak bardzo starał się pozostać opanowanym. Po zakupie biletów w końcu mogliśmy wejść do Legolandu. Od razu naszym oczom ukazał się niesamowity widok wspaniałych konstrukcji z klocków Lego. Ze wszystkimi szczegółami zostały odtworzone całe miasta. Robiło to naprawdę wielkie wrażenie, jednak przecież było tyle atrakcji do zobaczenia! Zostałyśmy więc zaraz zaprowadzone przez Jarka do Domu Strachów, w którym najciekawsze wydało nam się pomieszczenie zbudowane z luster, co sprawiało, że trudno było zorientować się, gdzie jest przejście, a gdzie odbicia lustrzane tworzą tylko jego iluzję. Potem świetnie bawiliśmy się, pływając pontonem, co zakończyło się oczywiście przemoczonym wierzchnim ubraniem. Na szczęście poranna mgła zdążyła opaść, a zamiast niej wyszło słońce, więc już po chwili wszystko było z powrotem suche. Oczywiście nie mogliśmy nie wypróbować także wszystkich kolejek, jakie były w Parku. Prowadzeni przez uśmiechniętego Jarka szybko przemieszczaliśmy się z atrakcji na atrakcję, żeby wszystkiego spróbować. Dzień minął szybko i na pewno dostarczył nam wielu niezapomnianych wrażeń. Dlatego kiedy wieczorem wróciliśmy do hotelu, wszyscy byliśmy zmęczeni i w tamtej chwili marzyliśmy  tylko o położeniu się do łóżka.

Niedziela była już z pewnością dniem spokojniejszym, był czas na ponowne skorzystanie z naszych ulubionych legolandowych atrakcji, a także na wypróbowanie ostatnich wcześniej przez Jarka niezbadanych. Był również czas na zrobienie zdjęć i zakupienie pamiątek, które będą przypominać nam o  tych dwóch dniach spędzonych we wspaniałej krainie Lego.

W poniedziałek czekała nas już tylko podróż powrotna do kraju. Po opuszczeniu hotelu musieliśmy jednak niestety czekać na lotnisku na nasz samolot, a mimo wspaniałej zabawy i wrażeń, Jarek i mama tęsknili za domem i chcieli jak najszybciej zobaczyć bliskich. W końcu jednak wieczorem wylądowaliśmy w Polsce i zakończyliśmy naszą przygodę z uśmiechami na twarzach i z całą pewnością z miłymi wspomnieniami.

Kochany Jarku! Było mi niezmiernie miło towarzyszyć  Tobie i Twojej mamie podczas wymarzonego przez Ciebie wyjazdu do Legolandu oraz móc widzieć Twój uśmiech, radość i entuzjazm. Bardzo dziękujemy Ci za tak wspaniałe marzenie. To dla nas zaszczyt, że mogliśmy pomóc Ci je spełnić :)