Już na kilka dni przed weekendem dla większości z nas, którzy uczestniczyli w sobotniej wyprawie, dzień wyjazdu stał się bardzo odległy i wyczekiwany był z ogromną niecierpliwością. Jak się okazało mieliśmy przeczucie, że spotka nas cudowna wyprawa. Droga do naszego Marzyciela Jasia upłynęła nam szybko i bez żadnych problemów - szybko, ponieważ Ania ledwie skończyła opowiadać o realizacji innego marzenia, w którym uczestniczyła, a naszym oczom pojawił się znak Radom, a bezproblemowo, ponieważ Magda wcieliła się w rolę pilota i bardzo dobrze się do niej przygotowała.

            Podjeżdżając pod dom naszego Marzyciela zauważyliśmy, że w tym samym momencie przyjechali Panowie z meblami do pokoju Jasia - cóż za zgranie w czasie! Weszliśmy do domu i w progu przywitała nas cała rodzinka - mama, tata, brat. Ale zaraz, zaraz, gdzie się podział Jasio? Okazało się, że Jaś był na górze, w swoim pokoju, który na razie stał pusty. Spytałem, dlaczego akurat tutaj przebywa, a on, odparł, że musi nadzorować postęp prac. Jednak po chwili zszedł do nas na dół i zaczęło się jedno wielkie wariactwo. Jaś jako element wystroju pokoju wymarzył sobie dmuchaną plażową piłkę, która sprawiła mu tak ogromną radość, że o nadzorowaniu prac zupełnie zapomniał. Pierwsza rozgrywka w piłkę odbyła się pomiędzy Jasiem a wszystkimi dziewczynami naraz, czyli 3 na 1. Początkowo bój był wyrównany, ale z każdą chwila Jaś osiągał przewagę. Pokonane i zmęczone przeciwniczki Jasia ustąpiły pola „męskiej" rozgrywce. Okazało się, że Jaś jest po prostu poza zasięgiem i podejrzewaliśmy, że taką wyśmienitą formę zdobył ciężkim treningiem, ale z uśmiechem na ustach uświadomił nas, że on się z tym urodził. Jakby kiedyś nasza piłkarska kadra narodowa miała problem z pozycją bramkarza, to już wiem, gdzie go szukać.

            Kiedy na dole działy się harce, na górze postępowały prace przy wykończeniu pokoju naszego małego piłkarza. Tata oraz panowie ze sklepu meblowego dzielnie sobie radzili i w dość krótkim czasie udało się osiągnąć wspaniały efekt końcowy. Koniecznie musimy dodać, że nie udałoby się to bez Ani, która dzielnie wkręcała śrubki do szafy nowo poznanym sprzętem - wkrętarką. Przed oficjalnym odbiorem prac mama Jasia zaprosiła wszystkich na posiłek, aby zregenerować siły po wyczerpujących dotychczasowych zajęciach i nabraniu sił przed następnymi.

            Po posiłku zaprosiliśmy Jasia na górę, aby zobaczył i ocenił efekt pracy. Po przekroczeniu swojego nowego pokoju w Jasia po raz kolejny wstąpiły chyba niekończące się pokłady siły i energii. Zaczął biegać, skakać, wchodzić na biurko, do kosza na zabawki a wszyscy złapali zadyszkę od samego obracania głową, aby nie stracić z oczu rezolutnego chłopca. Jak tylko troszkę zwolnił i można było zamienić z nim kilka słów, postanowiliśmy wręczyć mu Dyplom Spełnionego Marzenia. Odebrał go z uśmiechem na twarzy, mama próbowała go odczytać, ale w głowie Jasia zapaliła się lampka „biegać". Tak, więc zaczęły się kolejne rundki po pokoju.

            Niestety nadszedł czas na opuszczenie domu Jasia, który zawsze będziemy wspominać z uśmiechem i radością. Jasiu pamiętaj, NIGDY NIE PRZESTAWAJ MARZYĆ!

 

Bardzo dziękujemy sponsorom, bez których nie moglibyśmy spełnić marzenia małego Jasia:

 

INTERII

Salonowi Meblowemu MEBLOMAX z Radomia za rabat przy zakupie mebli, transport oraz, co najważniejsze, montaż.

 

Dziękujemy!