Co tam kaprysy wiosny- ważne, że spotkamy się z Dawidem i w końcu spełnimy jego marzenie. Termin spotkania wyczekany był przez dwie strony : my - bo Dawida nie było w domu a Dawid ze względu na nasz brak czasu.

Pieniądze na to marzenie znalazły się b. szybko, dzięki pomocy uczniów i nauczycieli z Gimnazjum nr 7 im.Tradycji Herbu Wrocławia we Wrocławiu. Kiedy już wszystko mieliśmy, pozostało nam umówić się na możliwie szybkie spotkanko. Chłopczyk marzył o czerwwonym, górskim rowerze i właśnie taki ! ustrojony w kokardę i wstążki zawieźliśmy do nowego właściciela. Do zmowy milczenia wciągnęliśmy mamę i to dało super efekt. Zastaliśmy Dawida gdy jadł obiad i przestał go jeść jak tylko zobaczył, że wchodzimy z wymarzonym rowerem.

Nie ma tak łatwo, najpierw trzeba odpakować swój prezent - chłopiec zajął się tym profesjonalnie:)

Do roweru dokupiliśmy kask, ochraniacze, światełka ( z myślą o bezpieczeństwie marzyciela ) i żeby jazda była przyjemna " fajowy " wiatraczek.

Trochę zamętu wprowadziły zwierzęta Dawida: tchórzofretka i pies ale szybko się okazało i wiadome jest już dawno, że to Fredzio rządzi a Kulek musi się podporządkować :)

Słonecznie ale zimno było na dworze, dlatego jazdy próbnej na rowerze nie był, za to krótkie szkolenie i testy na sucho w domu, dały nam pewność, że marzyciel wie o co chodzi - w razie czego ma jeszcze hamulce w nogach :)