Każde marzenie jest wyjątkowe i to jedyne. Każde wymaga pomysłu i zaangażowania od osób, które uczestniczą w jego realizacji. W tym przypadku było ich wiele. Za pewne wszyscy, z bliska i daleka, z niecierpliwością i napięciem czekali na reakcję Przemka, bo nasz marzyciel nie mógł wyrazić tego słowami czy gestem, tylko spokojem malującym się na twarzy. Ale od początku...

Nie było łatwo ustalić marzenie Przemka, tym bardziej wydawała się mega-trudna jego realizacja. Jednak wiele już razy byliśmy świadkami rzeczy niezwykłych, więc wierzyliśmy, że i tym razem się uda. I wtedy pojawił się Anioł. Niczego na początku nie obiecał, powiedział, że się po prostu postara. I Anioł szepnął słowo drugiemu Aniołowi. Czas powoli upływał, ale nie był to absolutnie czas stracony. Wszystko musi czekać na odpowiednią chwilę, na tę swoją chwilę. Ten czas był potrzebny, by Przemek mógł być przeleczony w szpitalu z powodu zapalenia płuc, które u niego jest stanem zagrożenia życia. Ten czas był potrzebny też po to, by chłopiec mógł dojść do siebie potem i odpocząć w domowym zaciszu. Telefon więc, który otrzymałam pewnego dnia, pojawił się o tej najlepszej porze, o której mógłby się w ogóle pojawić. Potem wypadki potoczyły się błyskawicznie. Anioł znalazł swoich sprzymierzeńców w Firmie Kler. Prezes firmy pan Piotr Kler zadeklarował, że przekaże Przemkowi taki właśnie fotel, o jakim dla niego myśleliśmy. Fotel z masażem, regulowanym zagłówkiem i podnóżkiem. Czy musimy mówić, że radość była wielka? Była przeogromna!!!! :)))

I nastała godzina 00.00, czyli 11.00 w piękne piątkowe przedpołudnie. O tej porze zjawiłyśmy się w domu Przemka, podekscytowane i pełne radosnego napięcia, i wśród rozmów przy kawie i herbacie z rodzicami Przemka czekaliśmy na samochód, który miał przywieźć to MARZENIE. Mama opowiadała nam, że Przemek od wczoraj jest bardzo pobudzony, jakby przeczuwał, że coś się będzie działo. Leżąc w łóżku był bardzo niespokojny, ale na nasze powitalne głskanie nie zareagował płaczem i prężeniami, a to był już bardzo dobry znak. Przemek musiał wiedzieć, że stanie się coś dobrego :) Z czasem dołączyły do nas ciocia Przemka i pani Ewa - nauczycielka w szkole specjalnej, która prowadzi indywidulany tok nauczania z Przemkiem przez dotyk i masaż - czyli przez pobudzanie zmysłu, który urósł do rangi jedynego sposobu, jakim można się z nim porozumieć. Niestety Patryk, młodszy braciszek marzyciela, był akurat w szkole, ale z opowiadań mamy, domyślaliśmy się jaka by była jego reakcja ;)))

Znak od przemiłego pana kierowcy: "Będziemy za 15 minut" postawił nas w stan pełnej gotowości. Dzwonek do drzwi, upewnienie się, że to tu, i naszym oczom ukazało się piękne jasnobeżowe cudo! Trzeba było zastosować trochę manewrów przy przenoszeniu przez drzwi mieszkania, ale wiara czyni cuda, no i umiejętności logistyczne dwóch panów, którzy tego dokonali! :) I tak ten fotel, który przerósł nasze najśmielsze oczekiwania w każdym aspekcie, stanął obok Przemkowego łóżka. Przemek wyczuł, że coś wię wokół niego dzieje, ale jeszcze potrzymaliśmy go trochę w napięciu. Dopiero wówczas gdy rodzice zapoznali się z tajemniczymi przyciskami na pilotach, mama przeniosła go na fotel, a potem tata uruchomił delikatny masaż, i z niecierpliwością wszyscy jak jeden mąż oczekiwaliśmy, co też zaraz nastąpi. Jego reakcja była dla nas prawdziwą zagadką, bo Przemek po prostu nie znosi materaca przeciwodleżynowego, na którym musi leżeć, ani wózka, który umożliwia mu pozycję półsiedzącą, tak wspomagającą jego oddychanie. Po chwili milczenia i widocznego Przemkowego wysiłku, by poznać to nowe, czego dotykał - miękkiej poduchy, dzięki której mógł spokojnie uderzać rytmicznie główką bez czynienia sobie krzywdy, szerokich oparć, które zabezpieczały go przed zsuwaniem się na boki, i w sam raz zarazem miękkiego jak i twardego podparcia na plecy, ktore dzięki zamontowanemu mechanizmowi lekko masowało mu plecy, z jego ust dało się słyszeć głębokie i powolne westchnięcie. Przemek zupełnie się uspokoił, rozluźnił, na jego twarzy pojawił się błogi spokój, i po dłuższej chwili po prostu zasnął :) Było mu dobrze. Czuł się bezpiecznie. Doświadczane wibracje sprawiały mu przyjemność i były niczym kołysanka pełna delikatnego dotyku, który kołysał go do snu.

To, co wydawało się mega-trudne, na co szukaliśmy różnych rozwiązań, okazało się tak wspaniale możliwe dzięki ludziom - Aniołom. Kochani! Pozwólcie, że tak się do was zwrócimy :) To, co się dziś stało jest jednym z wielu wydarzeń dzisiejszego dnia, ale jakże pięknym, i jak wyjątkowym! Przemek nie może Wam podziękować ani słowem, ani uśmiechem nawet, jednak myślę, ba! jestem przekonana, że możecie być pewni, że w jego sercu macie swoje miejsce. Być może nigdy nie pozna Was z imienia, nigdy nie będzie mógł Was zobaczyć, ale ten spokój w nim, ta cisza jego snu, jest źródłem dobra, którego staliście się przyczyną, a które w cichy, ale wymowny sposób z jeszcze większą siłą skierowane jest ponownie do Was!!!

Składamy ogromne, trudne do wyrażenia podziękowanie z głębi serca:

- Panu Piotrowi Klerowi, przesowi firmy Kler, za ten wielki dar.

- Panu Krzysztofowi Kanclerzowi, kierownikowi salonu firmy Kler, za przemiły kontakt i wszystkie wyjaśnienia.

-Panom kierowcom za przewóz i demonstrację możliwości fotela.

- i na końcu, ale tym bardziej przeogromne, naszemu Aniołowi, który swoim tylko znanym sobie sposobem wprawił w ruch cały ten bieg zdarzeń