Dzień dwudziesty, miesiąca września A.D. 2009 roku był dla nas wyjątkowo ważnym dniem.
Po pierwsze: udało nam się spełnić marzenie Wojtka, co całą grupę wolontariuszy przyprawiło wielki uśmiech, dobry humor i poczucie ogromnej satysfakcji.
Po drugie: to było 200-setne marzenie naszego oddziału! I jak na tę okrągłą liczbę przystało, było to jedno z najciekawszych marzeń, jakie spełniliśmy. Osobiście ciągle chodzę dumna jak paw, że dane mi było pomóc w spełnianiu marzenia Wojtka i uczestniczyć w tej chwili, w którym stało się ono rzeczywistością. :-) Jakie było marzenie naszego marzyciela? Otóż Wojtek marzył o siłowni w domu.

A jak to było dokładnie? O tym poniżej:

Do Wojtka ekipa ze sprzętem przyjechała dzień przed nami. Zdążyli złożyć tzw. atlas i ławeczkę do podnoszenia ciężarów, a nam w niespodziance do złożenia zostawili rowerek treningowy. Kiedy trochę pobłądziliśmy po Lubartowie i wreszcie trafiliśmy do Wojtka (który w tejże miejscowości mieszka), pozostało nam wręczyć Wojtkowi jeszcze kilka dodatków do jego osobistej siłowni- od rękawic do ćwiczeń, po hantle i całą plejadę ciężarów do podnoszenia. Wspaniały był czas, miejsce i sposób w jaki pakowaliśmy te prezenty dla Wojtka... mogę tylko zdradzić, że w samochodzie zanikają wszelkie zdolności artystyczno-manualne, takie jak cięcie papieru. :-)
Ale wróćmy do najważniejszego! Mieliśmy dla Wojtka jeszcze jedną niespodziankę... Wraz z nami przyjechał instruktor (co widać zresztą na zdjęciach ;-) ) z siłowni Herkules w Łęcznej –Mateusz Dudek. Jego zadaniem było pokazanie Wojtkowi jak fachowo ćwiczyć i co trzeba zrobić, żeby mieć mięśnie jak Pudzian J
Kiedy więc wszyscy się przywitali, my zabraliśmy się do składania rowerka, a Panowie do ćwiczeń. Po Wojtku od razu było widać efekty- jego mięśnie urosły w oczach. ;-) A moim osobistym sukcesem było złamanie Bartka i zmuszenie go do zajrzenia do instrukcji obsługi maszyny treningowej, którą składaliśmy. ;-)))
Poszło nam to nawet sprawnie, chyba dlatego, że chłopaki się praktycznie wszystkim zajęli, a ja pełniłam funkcję fotoreportera. Więc nie przeszkadzałam. :-) Ale ile z wszystkiego tego wynieśliśmy! Dobrze było posłuchać, co trener ma do powiedzenia Wojtkowi, sami dowiedzieliśmy się sporo- może kiedyś wykorzystamy to w praktyce? ;-)
Po Wojtku było wyraźnie widać, że jest zadowolony z tych rad, z treningu, jaki przeszedł na początek, a przede wszystkim- z całej siłowni. Teraz na pewno będzie dużo ćwiczył i rósł... w siłę i mięśnie. Jestem pewna, bo widziałam jak rzetelnie ćwiczył przy nas. A co dopiero będzie z tymi wszelakimi hantlami wyczyniał, jak nie będziemy mu przeszkadzać... :-)
Kiedy z Krystianem i Bartkiem obserwowaliśmy trening Wojtka, próbowaliśmy też co nieco swoich sił, z pewnością jednak daleko nam było do naszego marzyciela...

Po treningu, naszym majstrowaniu przy rowerku, grupowych zdjęciach i wymianie numerów trenera i trenowanego, nadszedł czas, żeby się pożegnać. Mamy nadzieję, że spełnione marzenie uczyniło Wojtka szczęśliwszym. Bo nas- to na pewno.
W końcu każde marzenie, które stanie się rzeczywistością jest dla nas wszystkich ogromnym sukcesem. A co dopiero takie- wyjątkowe i już dwusetne. :-)

Dziękujemy Ci kochany Wojtku, za to, że mogliśmy spełnić Twoje marzenie! Mamy nadzieję, że Twoja siłownia będzie Ci służyła jak najdłużej i jak najlepiej!


A teraz czas na podziękowania:

 

BARDZO SERDECZNIE DZIĘKUJEMY wszystkim sponsorom, a są to:

 

Przyjaciele FMM z USA

 

Studenci IV roku pracy socjalnej UMCS

 

Patryk i Rodzice

 

DZIĘKUJEMY także Siłowni HERKULES z Łęcznej reprezentowanej przez Mateusza Dudka za przeszkolenie naszego Marzyciela w obsłudze sprzętu.

 

Podziękowania należą się także Tomkowi Moczerniukowi i Gośce Pacholczyk za wszelką pomoc przy spełnieniu tego marzenia.

 

DZIĘKUJEMY !!!

 

Bez Was byłoby o wiele trudniej.

I co pozostaje mi napisać na koniec? Chyba już tylko to, że:
200 marzenie w lubelskim oddziale Fundacji Mam Marzenie oficjalnie zostało spełnione! :-)