W poniedziałkowy, piękny dzień spotkałam się z Rodziną Arka na Gdańskim Dworcu Głównym, gdzie była planowana zbiórka. Wszyscy byli bardzo podekscytowani wyjazdem i lotem samolotem. Droga pociągiem do Warszawy szybko minęła i po małym posiłku udaliśmy się już na lotnisko.

       Sześciogodzinny lot okazał się nie tak straszny jakby mogło się wydawać i każdy z nas zniósł go bardzo dobrze. Wreszcie dotarliśmy do miejsca z przezroczysta wodą - na Teneryfę!!! Radość było widać na twarzy Arka i jego rodziny, gdy mijaliśmy piękne palmy i oglądaliśmy niezwykle krajobrazy. Do hotelu dotarliśmy o 3 nad ranem i każdy z nas marzył już tylko o łóżku, by zregenerować siły i przystąpić do poznawania wyspy. Każdego nowego dnia czekały na nas inne atrakcje i z każdym dniem Arkowi podobało się coraz bardziej.

       Nadszedł czas by spełnić marzenie chłopca, więc poszliśmy nad Ocean Atlantycki by Arek mógł pluskać się w przezroczystej wodzie. Widząc wodę czy też w niej przebywając, Arek zachowywał się zupełnie inaczej niż, na co dzień! Był rozpromieniony i szczęśliwy. Uśmiech nie schodził mu z buzi, nawet, gdy rodzice chcieli już wyjść z wody (fale robiły się ogromne i niebezpieczne) on na to nie pozwalał. W pewnym momencie zrobiło się strasznie, gdyż Arka zakryła  wielka fala! Jednak dla samego chłopca okazało się to największą atrakcją tej wycieczki, chodź czarny piasek z ucha wysypuje mu się nadal w domu. Plaże Teneryfy pokrywa czarny piasek, natomiast białe plaże to sztuczny wytwór ludzi.

       Kolejnego dnia z rana wybraliśmy się na wycieczkę związaną z nurkowaniem łodzią podwodną. Czas pod wodą mijał szybko, a niespodzianek nie było końca. Widzieliśmy masę różnych ryb i wielkie płaszczki. Po wynurzeniu Arek otrzymał worek upominków od pracowników łodzi i pamiątkowy certyfikat ze zdjęciem.

       W piątek bardzo wcześnie wstaliśmy. Zjedliśmy śniadanie i udaliśmy się na wycieczkę dookoła wyspy i w odwiedziny do Loro Park (park zwierząt). Zwiedzaliśmy klify Los Gigantes, gdzie Kapitan Hook stracił ramię i piraci mieli swoją kryjówkę. Zobaczyliśmy 14 Wyspę Kanaryjską, która została znaleziona przez tubylców, aby zlikwidować przesąd "13" nieszczęśliwych Wysp Kanaryjskich. Następnie udaliśmy się do miasta, gdzie został zabity smok, a na jego grobie wyrosło drzewo w jego kształcie, z którego kory produkowany jest likier. Kolejnie udaliśmy się do Loro Park, gdzie zafascynowała nas cała roślinność i pokazy zwierząt. Foki wystąpiły jako pierwsze. Były bardzo zabawne i nawet jedna z nich pocałowała Mamę Arka, a On ją pogłaskał. Chłopiec na pokazach bawił się znakomicie! Z wrażenia zaciskał dłonie i otwierał buzię, a Jego miny były chyba bardziej zabawne, niż te całe przedstawienie:). Następne w kolejności pojawiły się delfiny.  Są to bardzo wdzięczne i utalentowane zwierzęta. Po delfinach przeszliśmy na pokaz orek, a siostra Arka odważnie usiadła w miejscu, gdzie została ochlapana jak z wiadra przez nasze ssaki. Radości tego dnia nie było końca! Każdy z Nas bawił się wyśmienicie i przeżywał wyjazd. Kiedy wróciliśmy zmęczeni do hotelu od razu poszliśmy spać, by regenerować siły na kolejny dzień.

        W sobotę wybraliśmy się na wulkan Teide 3500m n.p.m. Po drodze podziwialiśmy krajobrazy i sosny kanaryjskie, które są niezwykłymi  drzewami. Po dwóch godzinach podroży w końcu dotarliśmy do podnóża wulkanu, gdzie wsiedliśmy do kolejki górskiej, która wciągnęła Nas na sam szczyt:).  Widok z wulkanu był przepiękny!  Widzieliśmy nawet sąsiadujące Wyspy Kanaryjskie. Czas minął bardzo szybko i ta wspaniała wycieczka dobiegała końca, lecz najlepsze zostawiliśmy na koniec.

      Nadszedł poniedziałek, więc pojechaliśmy do Siam Park - największego  parku wodnego  w Europie! Radość Arka na wszystkich ślizgawkach była nie do opisania. Nie bał się On największych atrakcji i chętnie z nich korzystał. Zyskał bardzo duży szacunek w moich oczach za swoją odwagę i chęć zabawy.  Chciał On wszystkiego wypróbować! Mnie-  dorosłą osobę te ślizgawki przyprawiały o gęsią skórkę, a Arek świetnie się bawił. Tego dnia był chyba najszczęśliwszym dzieckiem na świecie!

      Czas na wyspie zleciał w mgnieniu oka i trzeba było wracać do domu, lecz dla każdego z Nas była to PODRÓŻ  ŻYCIA!!! Wspomnienia, które zostały nigdy nie przeminą, a Rodzina małego Marzyciela, dzięki temu wyjazdowi bardzo się do siebie zbliżyła:).

      Dziękuje Arku, że jesteś tak zabawnym i miłym chłopcem i to od Ciebie - My dorośli - możemy się wiele nauczyć:)!  To właśnie Ty pokazujesz Nam jak pokonywać bariery i postawić na swoim!

       W końcu NIEMOŻLIWE NIE ISTNIEJE! Życzę Ci zawsze tego ładnego uśmiechu na buzi:)!!!