Wyprawa do Eurodisneylandu była ta wymarzona i wyczekana. Odliczanie dni, przegladanie atlasu i ogladanie bajek Disneya. I pytania - jak tam będzie? Czy to naprawdę bajkowy swiat?

Nasza przygoda zaczęła się... wczesnie rano. Pobudka o 3:45 (powinni tego zabronić!). Po nocy spędzonej w hotelu Courtyard by Marriott, Monika i Jej rodzina gotowi byli rozpoczać swoja wielka przygodę! Monika nieco zestresowana, ale widać że zadowolona:)

Na lotnisko mielismy bliziutko, jedynie 5 minut spaceru... Odprawa, kawa i wejscie na pokład. Start samolotu opóznił się o 30 minut, ale nawet to nie mogło zepsuć nam humorów. Jedynie mój niepokój budziło niebo, pełne ciemnych chmur. Jak się okazało, wcale nie były to obawy nieuzasadnione...

Wyladowalismy w Paryżu 11 sierpnia z samego rano. Taksówka, 25 minut jazdy przez miasto i jestesmy w naszym hotelu! Cicha, spokojna uliczka, piękne kamienice, w pobliżu sklep, park, stacja metra - idealnie! Wita nas pani Ania - przesympatyczna, ciepła osoba. Rozpakowywanie, chwila odpoczynku i już możemy ruszyć na miasto. Paryż. Dziewczynki z ciekawoscia patrza na mijane budynki, w jednym z nich dostrzegaja Mc Donalds`a i zgodnie krzycza "Frytki!". Nie ma wyjscia, na frytki trzeba pójsć. Dalsze 10 minut spaceru i przed naszymi oczami pojawia się Wieża Eifflla! Ogromna, górujaca nad Polami Marsowymi i Ogrodami Trocadero usianymi fontannami. Dziewczynki otwieraja szeroko oczy ze zdziwienia. Odtad "Wieża Alfa" (wersja Moniki) lub "Wieża Afla" (wersja Gabrysi) staje się naszym punktem orientacyjnym, pozwalajacym odnalezć drogę do hotelu. Długie stanie w kolejce, jazda winda i jestesmy na drugim piętrze wieży! swiat (w tym wypadku Paryż) widziany z góry wyglada inaczej! Wszystko jest takie małe. Widzimy jak na dłoni wszystkie ciekawe miejsca w miescie - biała katedrę Sacre-Coeur i cały Montmartre, Łuk Triumfalny i Pola Elizejskie, dzielnicę La Defense z nowoczesnymi wieżowcami, złota kopułę Les Invalides... Tylko cos Disneylandu nie widać;) Gabrysia patrzy na wszystko zachwycona, Monika nieco się boi... Ale tylko przez chwilę, bo szybko zaczyna wraz z siostra podziwiać widoki. Niestety na niebie coraz więcej chmur, po chwili dołacza do tego porywisty wiatr i spadaja nam na czoła wielkie krople deszczu. Krótki spacer Polami Marsowymi, ciepła herbata w kawiarni i wracamy do domu. Na spacer jest zbyt zimno.

To własnie 12 sierpnia miał być TYM dniem! Głównym, wymarzonym. Tego dnia mielismy pojechać do Disneylandu. Obudził mnie jakis dziwny dzwięk. Patrzę za okno - leje! O nie, gorzej być nie mogło. Heh, a jednak mogło! Mama Moniki złamała buta. Zostały jej tylko kapcie. Wyjazd w kapciach odpada, ruszamy więc do dzielnicy La Defence w poszukiwaniu butów. Nowe buty sa, ale za oknem pada coraz mocniej. Znajdujemy sklep Disneya, pełen kolorach, bajkowych zabawek, ubranek, zeszytów, parasolek. O, parasolki! Monika wybiera jedna ze swoim ulubieńcem - Buzz`em Astralem z bajki "Toy Story". Jej deszcz już nie zagrozi! Nasze zakupowe łupy to: wielki różowy czajnik wypełniony plastikowymi naczynkami, pudełko pełne figurek z bajki "Gdzie jest Nemo" oraz wspomniana wczesniej parasolka. W dalsza podróż można wyruszyć dopiero po godzinie, ale pogoda jest już znacznie lepsza. Katedra Notre Dame - to nasz kolejny cel. Dojazd do niej okazuje się trudniejszy niż mogłoby się wydawać, nasz pech daje dalej znać o sobie zamykajac ważne stacje RER-u, podstawiajac podejrzane autobusy i wywożac nas gdzies hen, na koniec Paryża, gdzie jedyna odpowiedz na pytanie "Do You speak English?" brzmi "No". Jakims cudem docieramy nad Sekwanę. Kupujemy pizzę, na szczycie której znajduje się... rozbite, nie do końca scięte jajko. Dziwny zwyczaj. Dziewczynki zaczynaja marudzić. Sa już zmęczone. Cały dzień na nogach. Ostatni punkt programu - rejs po Sekwanie. Monika i Gabrysia krzycza zgodnie "Chcę na łódkę!". Rejs trwa 35 minut, mijamy paryskie mosty, katedrę Notre Dame, Pola Elizejskie, Muzeum d`Orsay, Luwr. Ostatnia stacja - wieża Eifflla. Wyskakujemy z promu i ruszamy do domu, stad już tylko rzut beretem. Kolacyjka i stwierdzam, że dobrze byłoby zobaczyć wieżę noca... Spacer w strugach deszczu jest wart nawet kataru - widok jest niesamowity!

13 sierpnia. Ta data nie brzmi dobrze. Dzis nasz ostatni cały dzień w Paryżu. Więc nie zwracajac uwagi na pogodę (zimno, deszczowo, mokro) ruszamy do Eurodisneylandu. Zarówno Marzycielka jak i Jej siostra sa podekscytowane i nie moga się doczekać! Po małych przejsciach na stacji RER stajemy w końcu przed bajecznym swiatem Walt`a Disney`a. Przekraczamy kolorowa bramę i .. zapominamy o wszystkim! Liczy się tylko to, tu i teraz. Ostatnia logiczna mysla przemykajaca mi przez głowę jest "To miejsce to kopalnia pieniędzy". Disneyland to miasto w miescie. Bajkowe budynki, zamki, pałace. Dziesiatki sklepów, restauracji, stoisk z pamiatkami. Od czego by zaczać? Mapka atrakcji jest tak duża, że trudno się na cos zdecydować. Szczególnie jak nad głowa leje deszcz. Na poczatek - kolejka dookoła parku. Stacja w starodawnym stylu, wyłożona starymi kuframi. Podjeżdża ciuchcia parowa i wydaje z siebie charakterystyczny gwizd. Wchodzimy na pokład i ruszamy w podróż. Podróż po zaczarowanym swiecie. Swiecie, gdzie istnieje tylko usmiech. Pierwsza kraina która postanawiamy odwiedzić jest Frontierland - kraina niczym wyjęta żywcem z westernów. Dziki zachód... Prawdziwy saloon, wypalona słońcem ziemia, armaty. Budzaca lęk kolejka mknaca po stromych zboczach czerwonej góry, rejs statkiem. Ciekawe miejsce, ale Marzycielka mówi krótko - Idziemy do Fantasylandu! To częsć parku poswięcona najsłodszym z bajek Disney`a - zwiedzamy kolorowy Pałac Spiacej Królewny pełen przepięknych witraży, labirynt Alicji z Krainy Czarów (nawet się nieco gubimy), zaliczamy przejażdżkę pastelowa karuzela z konikami, potem "lot" na słoniu Dumbo. Spotykamy Myszkę Miki i ogladamy spiewane przedstawienie o Kubusiu Puchatku i jego przyjaciołach. To tu można zajrzeć do Pinokia, zrobić zdjęcie z Królewna snieżka i wybrać się w magiczna podróż dookoła swiata! "It`s a small Word" to atrakcja, która nas wszystkich przyprawia o ... zanik głosu i rozszerzenie oczu do wielkosci 5 złoty. Piekny, różowy zamek, nawet mała kolejka (co się bardzo rzadko zdarza), 5 minut i siedzimy w małej łódeczce. Nie wiemy, dokad płyniem. Wpływamy do zamku i cóż wiele mówić - SZOK! Setki, tysiace laleczek ubranych w stroje z różnych regionów swiata, podział na kontynenty, na kraje. Ludzie, zabytki, zwierzęta, rosliny. Krótka podróż przez Włochy - wieża w Pizie, weneckie mosty, Francję, Hiszpanię, Holandię - spotkanie z wiatrakami, tulipanami, Turcję z sułtanem siedzacym na poduszkach, Japonię i jej kwitnace wisnie, Indie, Tajlandię, Egipt i RPA, gdzie nad głowami skacza małpy i smieja się hieny, a żyrafa spoglada na nas radosnie z tropikalnego lasu, Peru i kolorowe stroje ludzi, Hawaje i tancerki hula ruszajace bioderkami, USA z Hollywood i Texasem, Australię z wielkimi falami, kongurem i misiami koala siedzacymi na drzewach, a nawet przez indiańska wioskę. Każda lalka spiewa, rusza ustami, oczami. Wokół miliony swiatełek, lampek. Płyniemy i nic nie mówimy. Piękniejszego miejsca nie można chyba nawet wymarzyć. Wychodzimy z łódki i od razu ustawiamy się w kolejce po raz drugi.

Nadchodzi czas na Discoverland - to tu możemy spotkać ukochanego bohatera Moniki - Buzza Astrala. Wraz z nim w zaczarowanym tunelu przeżywamy "gwiezdna wojnę". Chwilę pózniej już autami po zakręconych torach. Deszcz pada niemiłosiernie, wybieramy się więc do znanej z bajki Toy Story restauracji "Pizza Planet", gdzie znajduje się placyk do zabawy dla dzieci. Zjeżdżalnia, drabinki i Toy Story w kilkunastu telewizorach. Pózniej zakupy w sklepie Disneya. Tym razem wychodzimy z bluza z Myszka Miki, koszulka z Buzzem Astralem i kolorowymi lizakami. Jestesmy bardzo zmarznięci. Z powodu pogody odwołano pokaz szcztucznych ogni. Ostatnia przejażdżka kolejka i żegnamy się z Eurodisneylandem. Dziewczynki w pociagu zasypiaja natychmiast. Szczęsliwe, że udało im się być w tym niezwykłym miejscu.

14 sierpnia powitał nas piękna pogoda! Niewiarygodne.. Słońce, ciepło. Dlaczego nie mogło być tak dzień wczesniej? Ostatni spacer udaje się wspaniale - Łuk Triumfalny, Pola Elizejskie i kolejny sklep Walta Disneya, Plac Concorde. A potem pakowanie i droga na lotnisko. Na lotnisku zabawa w Kubusia Puchatka na kolorowych siedzeniach i kolejny lot samolotem. Tuż przed Warszawa po lewej stronie wciaż był dzień, a po prawej już czarna noc. Niezwykłe uczucie. Usmiechnięte i zadowolone, ale nieco zmęczone dziewczynki - nasza Marzycielka i jej mała siostrzyczka wraz z rodzicami udały się znów do hotelu Courtyard na odpoczynek i smaczna kolację. A rano powrót do domu, do codziennosci. Ale wspomnienie kolorowego, bajkowego swiata, w którym dobro zawsze ze złem wygrywa pozostanie w nich na zawsze! Taka mam nadzieję.