Warszaw─Ö ┼Ťcisn─ů┼é mróz. Zaspy jak okopy. Ten styczniowy k┼éu┼é nas w nosy ostrymi igie┼ékami mrozu. Ale za to by┼éo pi─Öknie. W takiej aurze Adrian wyrusza┼é na podbój wiecznego miasta. Ca┼éa rodzina Literskich zosta┼éa przechwycona na Dworcu Centralnym w Warszawie. Czasu by┼éo ma┼éo, wszystko co do minuty by┼éo zaplanowane. Przerzut na lotnisko trwa┼é oko┼éo 20 minut. Potrzebowali┼Ťmy a┼╝ dwóch samochodów, bo Adrian zabra┼é na wypraw─Ö ca┼é─ů swoj─ů rodzin─Ö: mam─Ö, tat─Ö, dwie m┼éodsze siostry i starszego brata.

Zamiast na terminal Fryderyk Chopina poszli┼Ťmy na ma┼é─ů Etiud─Ö, ale na szcz─Ö┼Ťcie w por─Ö si─Ö zorientowali┼Ťmy, ┼╝e samoloty Centralwings odlatuj─ů w┼éa┼Ťnie z g┼éównego terminala warszawskiego lotniska. W hali odlotów czekali┼Ťmy, a┼╝ na ekranach pojawi si─Ö numer naszego lotu. Do tego czasu Adrian ch┼éon─ů┼é atmosfer─Ö wielkiej wyprawy, na której progu sta┼é zastawiaj─ůc si─Ö, jak to wszystko, co widzia┼é w przewodniku, b─Ödzie wygl─ůda┼éo w rzeczywisto┼Ťci. Zreszt─ů tego byli ciekawi wszyscy, bo razem planowali to co chc─ů zobaczy─ç. - Troch─Ö ┼╝a┼éuj─Ö, ┼╝e tak zimno, bo dziewczyny nie b─Öd─ů chodzi┼éy w tak─ů pogod─Ö w spódnicach. - martwi┼é si─Ö Adrian. - Nie martw si─Ö. W Rzymie jest teraz plus 10 stopni - pocieszy┼éa go wolontariuszka Agnieszka.

Grupa Adriana by┼éa od samego pocz─ůtku ┼Ťwietnie zorganizowana. Stan─Öli┼Ťmy do odprawy, potem na przej┼Ťciu granicznym wolontariuszki, które nas odprowadza┼éy, jeszcze d┼éugo nam macha┼éy i wykrzykiwa┼éy tak, ┼╝e wszyscy na nas patrzyli. A kiedy startowali┼Ťmy ma┼éa Wiktoria krzycza┼éa, puszczaj─ůc do mnie oko. - Zatrzymaj si─Ö! Zatrzymaj si─Ö! - i nie my┼Ťlcie, ┼╝e si─Ö ba┼éa.

Na lotnisku Fiumicino w Rzymie wyl─ůdowali┼Ťmy o godzinie 15.00. Szybko podzielili┼Ťmy si─Ö rolami: ja wypytywa┼éam kierowc─Ö o drog─Ö, a moi podopieczni pilnowali baga┼╝u i siebie nawzajem. Dzi─Öki temu szybko usadowili┼Ťmy si─Ö w autobusie. Potem wskoczyli┼Ťmy do metra i nast─Öpnego autobusu. Niestety, wysiedli┼Ťmy za wcze┼Ťnie i musieli┼Ťmy przemaszerowa─ç ostatni przystanek. Za to czeka┼éa na nas nagroda. Mieli┼Ťmy zamieszka─ç w rezydencji, która sta┼éa po┼Ťrodku oliwnego gaju. To by┼é prawdziwie biblijny obrazek.

Ka┼╝dy szybko znalaz┼é dla siebie miejsce. Jeden pokój by┼é oczywi┼Ťcie dla rodziców, drugi - z drewnianymi ┼éó┼╝kami - dostali ch┼éopcy, a ja zamieszka┼éam z dziewczynami. - Czy mo┼╝emy mówi─ç do ciebie ciociu? - pyta┼éy nie┼Ťmia┼éo dzieciaki. Bardzo ch─Ötnie si─Ö zgodzi┼éam na t─ů nieformaln─ů adopcj─Ö?

Nast─Öpnego dnia wstali┼Ťmy bardzo wcze┼Ťnie. Po szybkim ┼Ťniadaniu wskoczyli┼Ťmy do autobusu, by jak najszybciej znale┼║─ç si─Ö w Watykanie. Autobus, metro i w ko┼äcu autobusowa linia E-40. By┼éo wcze┼Ťnie, dlatego po tym jak przekroczyli┼Ťmy pn─ůc─ů si─Ö ku niebu kolumnad─Ö placu ┼Ťwi─Ötego Piotra, po chwili byli┼Ťmy ju┼╝ w Bazylice i w krypcie tu┼╝ przy grobie Jana Paw┼éa II. Wszyscy w skupieniu i modlitwie prze┼╝yli┼Ťmy t─Ö chwil─Ö ciesz─ůc si─Ö, ┼╝e mo┼╝emy by─ç w tym miejscu razem.

Kiedy weszli┼Ťmy do Bazyliki postanowili┼Ťmy j─ů odkry─ç po swojemu. Ogl─ůdali┼Ťmy o┼étarz i skryte pod nimi relikwie. - Ciociu, kto to? - pyta┼éy dzieciaki. Widzieli┼Ťmy monumentaln─ů piet─Ö i tablic─Ö, na której odnale┼║li┼Ťmy wykute w marmurze imi─Ö Papie┼╝a Polaka. Nie omin─Öli┼Ťmy te┼╝ rze┼║by ┼Üw. Piotra. Po tych wra┼╝eniach wyszli┼Ťmy na Plac przed Bazylik─Ö, ┼╝eby troch─Ö och┼éon─ů─ç z emocji, bo czeka┼éy nas kolejne uniesienia.

Wpl─ůtali┼Ťmy si─Ö w wieloj─Özyczny t┼éum. Czekali┼Ťmy z niecierpliwo┼Ťci─ů, by zobaczy─ç "nowego" Papie┼╝a. Benedykt XVI ukaza┼é si─Ö tradycyjne w oknie na Anio┼é Pa┼äski, by pozdrowi─ç pielgrzymów w kilku j─Özykach. Ku naszej rado┼Ťci us┼éyszeli┼Ťmy te┼╝ kilka s┼éów po polsku. Po spotkaniu i modlitwie, zajrzeli┼Ťmy jeszcze do szopki na placu ┼Üw. Piotra. A potem ruszyli┼Ťmy na podbój ukrytych pami─ůtek przesz┼éo┼Ťci.

Zobaczyli┼Ťmy ko┼Ťció┼é Micha┼éa Archanio┼éa, a potem popatrzyli┼Ťmy z mostu na odm─Öty Tybru. Troch─Ö zg┼éodnieli┼Ťmy, dlatego zjedli┼Ťmy kanapki niedaleko mauzoleum Hadriana. Nim si─Ö spostrzegli┼Ťmy, zacz─Ö┼éo si─Ö robi─ç ciemno, cho─ç o tej porze roku we W┼éoszech zmrok nie zapada tak szybko jak w Polsce.

W domu jeszcze troch─Ö pogadali┼Ťmy o tym, co uda┼éo nam si─Ö zobaczy─ç. I po chwili odpoczynku w Adriana znowu wst─ůpi┼éa energia. Tylko dzi─Öki mamie ca┼éa gromadka w ko┼äcu posz┼éa grzecznie spa─ç.

Pobudk─Ö zaplanowa┼éam na 6.00, ale moja grupka wcale si─Ö nie oci─ůga┼éa stawaniem. Spodoba┼éo mi si─Ö bycie cioci─ů. Wyszli┼Ťmy przed dom na zbiórk─Ö. - Ale du┼╝e szyszki! - dziwi┼é si─Ö Adrian ogl─ůdaj─ůc z zaciekawieniem cedrowe owoce. Tego dnia te┼╝ planowali┼Ťmy podró┼╝ w przesz┼éo┼Ť─ç.

Koloseum oczarowa┼éo Adriana. - I tu si─Ö bili, przecie┼╝ tam jest jaki┼Ť labirynt - mówi┼é zdziwiony. Okaza┼éo si─Ö, ┼╝e na arenie odkryto jaki┼Ť czas temu ┼Ťlady starej budowli. Wszystko wokó┼é by┼éo bardzo stare i co najwa┼╝niejsze, wszystkiego mo┼╝na by┼éo dotkn─ů─ç. Zachwyci┼éo nas Forum Romanum - serce staro┼╝ytnego miasta, gdzie dzia┼éo si─Ö wszystko co najwa┼╝niejsze. Zamiast czytania gazety i ogl─ůdania wiadomo┼Ťci w TV wpada┼éo si─Ö na g┼éówny plac i by┼éo si─Ö ju┼╝ ┼Ťwietnie poinformowanym o tym, co ostatnio wydarzy┼éo si─Ö w polityce i ┼╝yciu towarzyskim.

Potem przenie┼Ťli┼Ťmy si─Ö bli┼╝ej naszych czasów za spraw─ů O┼étarza Ojczyzny, u którego stóp ustawiono pomnik Wiktora Emanuela na koniu. Wdrapali┼Ťmy si─Ö te┼╝ na Schody Hiszpa┼äskie, ale nie na sam─ů gór─Ö i wrzucili┼Ťmy kilka eurocentów do Fontanny di Trevi. Wpadli┼Ťmy do tradycyjnej w┼éoskiej kawiarenki, by spróbowa─ç prawdziwego espresso, a nieletni zadowolili si─Ö sokiem. Jedli┼Ťmy kasztany pra┼╝one przez ulicznego sprzedawc─Ö. Nie zapomnieli┼Ťmy te┼╝ o tym, by skosztowa─ç oryginalnej w┼éoskiej pizzy.

Wieczorem zrobili┼Ťmy zakupy. W naszym koszyku wyl─ůdowa┼éa tradycyjna babka dro┼╝d┼╝owa panettone z bakaliami, któr─ů podobno po raz pierwszy upiek┼é kuchcik Toni na dworze s┼éynnego ksi─Öcia Lodovico il Moro i prosciuto - wieprzowa surowa szynka.

Ostatni dzie┼ä pobytu postanowili┼Ťmy znowu rozpocz─ů─ç przy grobie Jana Paw┼éa II - ju┼╝ tak na po┼╝egnanie i ponowne wypowiedzenie swoich intencji. Potem pow─Ödrowali┼Ťmy do ko┼Ťcio┼éa Santa Majore. Znale┼║li┼Ťmy te┼╝ czas na to, by zwyczajnie pow┼éóczy─ç si─Ö po uliczkach Rzymu i dotkn─ů─ç codzienno┼Ťci: patrze─ç jak ludzie spiesz─ů si─Ö do pracy i szko┼éy, pij─ů kaw─Ö z fili┼╝anek ma┼éych jak naparstki, jedz─ů pizz─Ö, szukaj─ů miejsca, by zaparkowa─ç skuter lub samochód nie martwi─ůc si─Ö wcale kolejn─ů st┼éuczk─ů. Potem by┼é powrót do domu i jazda na lotnisko Fiumicino.

Lot min─ů┼é szybko. Oko┼éo pó┼énocy byli┼Ťmy na lotnisku w Warszawie. Przywita┼é nas wolontariusz Darek i wolontariuszka Agnieszka, która powiedzia┼éa, ┼╝e musimy zaczeka─ç jeszcze na samochód w holu hotelu. Ale kiedy weszli┼Ťmy do ┼Ťrodka zabra┼éa Adriana do recepcji. - Czeka na Pana rezerwacja - oznajmi┼é bardzo mi┼éy recepcjonista Hotelu Courtyard zdziwionemu Adrianowi. No i zm─Öczenie znowu ust─ůpi┼éo ciekawo┼Ťci. - Tu wszystko jest na kart─Ö! - zauwa┼╝y┼é Adrian. - Tylko bez rozrabiania! - ostrzega┼éa mama.
W Warszawie ┼Ťcisn─ů┼é mróz, a mnie ┼Ťcisn─Ö┼éo co┼Ť za serce, ┼╝e musz─Ö ju┼╝ zostawi─ç moj─ů przyszywan─ů rodzin─Ö. Adrian spe┼éni┼é swoje marzenie. Dzi─Öki niemu spotka┼éo si─Ö wielu ludzi, którzy zostawili bez s┼éowa swoje sprawy, by wszystko si─Ö tak cudownie mog┼éo u┼éo┼╝y─ç.